Forever

NEVER SAY NEVER

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Cześć wszytskiem , chciałam ogłosić, że kończe przygode z bloblo. Chciałam bardzo podziekowac za 8362 wejsc na bloga. Za 94 komentarze <3 NA TYM BLOGU NIE POJAWI SIE JUŻ ŻADNA NOTKA. Dziękuje wszystkim którzy mi pomagali w tym opowiadaniu . JESZCZE RAZ DZIEKUJE ZA WEJSCIA I KOMENTARZE. KOCHAM WAS <3
Tagi: KOCHAM WAS
25.11.2012 o godz. 15:39
-Julia! Julia , daj spokój... Błagam cię zaczekaj! Julia!-wołał
-Czego ty ode mnie jeszcze chcesz ?-spytałam zła zatrzymując się , obracając i wycierając łzy.
- Chce ci wszystko wytłumaczyć!
-Jakos nie mam ochoty cie słuchać.
-Daj spokój. Chodź tu do mnie-powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Przytulił mnie i zaczal mowic -Ja nie wiem co ona odpierdzieliła . Prosze uwierz mi. Nigdy w życiu nie umówił bym się z nią , wiesz przecież o tym. Nie pamiętasz jak nie dawno śmialiśmy się z niej i reszty plastików z naszej szkoły? Ja naprawde z nią nie jestem. Kocham ciebie nie ja. Jestes dla mnie wszystkim . Liczysz się ty i tylko ty a nie jakas pusta lala. Nie umiem bez cb zyc. Potrzebuje cie.
Wtuliłam sie w niego jeszcze bardziej.
-Ja ciebie też kocham-szepnełam mu do ucha.
-To jak ? Zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak-zaśmiałam się przez łzy ,które już od dawna ale nie wiem dokladnie od kiedy splyawaly po moich policzkach. Wytarł je i usmiechnal sie po raz kolejny bardzo szeroko i pocalowal mnie.
-Chodz -szepnal mi do ucha . Chwycil mnie za reke i pociagnal za soba. Ruszylismy spowrotem na parking szkoly. Okazalo sie jednak ze nasi jakze cudowni przyjaciele wzieli samochod i sobie pojechali bez nas. Musielismy wracac na pieszo . Bylo bardz zimno , wial mocny wiatr , padal snieg i do tego caly czas sledzili nas paparazzi . Justin prosil ich zeby sobie poszli ale oni nie posluchali i zaczeli zadawac nam rozne pytania.
Jestescie razem?
Dokad idziecie?
Skad sie zmacie? Itd. Gdy bylismy juz prawie pod moim domem ktos zadzwonil do Justina . Chlopak odebral i chwile porozmawial po czym rozlaczyl sie i usmiechnal do mnie.
-Co sie tak szczezysz ?-spytalam ze smiechem
-Chris robi bibke. Idziemy?
-Co to bedzie za impreza?-spytalam
Zasmial sie i powiedzial
-Party hard oczywiscie. Glosna muza i dobre picie . To jak idziemy?
-Jasne. Ja sie na to pisze. Na ktora godzine?
-Na 20 , bede u ciebie o 19 30 ,ok?
-Ok-zgodzilam sie. Zerknelam na zegarek byla 18 30-Cholera ! Ja nie wiem czy zdaze
-Oj zdazysz nie wymyslaj -przewrocil teatralnie oczami-Lec-powiedzial i cmoknal mnie w policzek a ja szybko pognalam do domu. Powiedzialam jeszcze tylko mamie ze za godzine wychodze a potem pobieglam do siebie . Szybko wybralam jakas sukienke i dodatki po czym wparowalam do lazienki. Wzielam szybki prysznic. Wyszlam wytarlam sie ,ulozylam wlosy ,ubralam sie i umalowalam . Wylecialam z lazieki jak z procy . Spojrzalam na zegarek , byla godzina 19 15 . Wzielam jeszcze moja kopertowke i wrzocilam do niej telefon , gumy do zucia i jeszcze kilka innych rzeczy. Zalozylam moje szpilki i zeszlam na dol w tym samym momencie w ktorym zabrzmial dzwonek do drzwi. Otworzyla moja mama i przywitala sie milo z Justinem. Lubila go , to dobrze. Juz po kilku sekundach stalam kolo nich a chwile potem juz wsiadalismy do auta.
-Pieknie wygladasz-powiedzial z wyszczezem
-Dzieki ty tez wygladasz swietnie
-Wiem. Ja zawsze tak wygladam-powiedzial na zarty na co zaczelam sie glosno smiac
-No co , moze powiesz ze nie?-spytal udajac focha
-Przepraszam kochanie , masz racje zawsze wygladasz swietnie-przyznalam dajac mu buziaka w policzek
-tak na serio zartowalem-smial sie a ja razem z nim
****************************************************
Bylismy juz od godziny na imprezie . Nie nudzilo nam sie wrecz przeciwnie podobalo nam sie . Justin byl juz niezle upity ja troche mniej. Wypilam 2 albo 3 piwa wiec nie bylo tak zle za to moj chlopak pokusil sie na cos mocniejszego . Ja wkoncu tez zaczelam duzo pic nawet nie wiem jak bardz duzo . Wlasnie tanczylismy juz z szosta piosenke a Just byl tak wstawiony ze ledwo trzymal sie na nogach. Mialam z niego niezla beke zreszta on tez smial sie jak debil tak samo jak wszyscy inni obecni tu. Zaczal mnie calowac i przypchnal do sciany. Calowal moja szyje a rece wsadzil pod moja sukienke gladzac moje nogi. Zachichotalam
-Nie tu-odezwalam sie ale chlopak albo nie uslyszal albo nie chcial uslyszec i nie przerywal swoich czynnosci. Ludzie byli pijani nawet nie zwracali na nas uwagi. Just zaczal sciagac ze mnie ubranie a potem...potem to juz urwal mi sie film. Obudzilam sie nastepnego dnia z wielkim bolem glowy. Podnioslam sie i rozejzalam ludzie lezeli rozwaleni doslownie wszedzie. Byl tak syf ze o ja . Spojrzalam na siebie. Lezalam na Justinie i bylam w samej bieliznie. Dookola lezaly papierosy butelki , smieci i ... prezerwatywy. Z jednej strony chcialo mi sie smiac bo wszytko to wygladalo naprawde smiesznie ale z drugiej strony bylam przestraszona. Ciagle probowalam sobie przypomniec co bylo po tym jak chlopak mnie rozebral. Czy my ?...
________________________________________________________
Przepraszam was bardzo bardzo. Wiem ze jestem okropna ale naprawde jakos nie mam czasu . mam nadzieje ze mi wybaczycie . Sorki za orty itp itd. Kocham Was pamiętajcie !!! :***
Tagi: #7
19.11.2012 o godz. 19:26
CZYTASZ-SKOMENTUJ

JESLI NIE BEDZIE NAJMNIEJ 5 KOMOW NIE BEDZIE NN , TAKI MALY SZANTAZYK ;D
________________________________________
Uśmiechnełam sie na jego słowa i zasnełam. Następnego dnia razem z chłopakiem postanowiliśmy ,że zdarzenia z ostatniego wieczoru pozostaną naraze tylko dla nas i ,że będziemy nadal tylko się przyjaźnić do czasu aż ja nie będe gotowa na coś więcej...
<tydzień później>
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~20 pażdziernika~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Staliśmy na środku jakiegoś pola , łąki czy jak by kto to nazwał. Śmialiśmy się jak porąbani. Zaczeliśmy się bawic z jakimiś dziećmi w berka. Chyba z 2 godziny biegaliśmy w kółko po tych krzakach , chwastach i wszystkich innych roślinach. Nagle nie wiadomo skąd pojawił się tuż przede mną Justin. Biegłam za szybko a chłopak był za blisko więc się zderzyliśmy . Jebnelismy o glebe leżac se w zaroślach. Kolejny raz wybuchneliśmy głośnym śmiechem.
-Złaź ze mnie-krzyknełam wkońcu-ciężki jesteś.
Ale on w najlepsze wylegiwał się na mnie i nie chciał zejść. Zrzuciłam go z siebie , przeturlaliśmy się i teraz to ja położyłam się na nim. W pewnym momencie nasze twarze znalazły się bardzo blisko, nawet zbyt blisko. Popatrzyłam w te jego cudowna oczęta a on w moje. Pewnie byśmy sie pocałowali gdyby wtedy Chris nie wskoczył na nas.
-Julia gwałci Justina-wydarł się.
-A co zazdrosny?-spytałam zrzucając go z siebie i wstając z Justina. Następnie otrzepałam się z piachu i wyciągnełam do Biebera ręke by pomóc mu wstać.
-Tak-powiedział Beadles-to jak trójkącik ?-spytał smiesznie poruszjąc brawiami.
-Nieeeeee. Widok gołego Justina jest tylko dla mnie-wytknałam mu język.
-Uuuuuuuuuu czy wy chcecie nam cos powiedzieć?-spytała El wyskakując zza krzaka . Odpowiedzieliśmy jej na to tylko śmiechem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~29 pażdziernika~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spojrzałam na ekran telefonu, była 10 wieczorem. Wiał bardzo zimny wiatr rozwiewając nasze włosy.
-Justin, rozpalaj wkońcu to ognisko bo mi zimno-powiedziałam szczękając zębami
-Weż nie marudź-odezwała się El dając mi łokciem kuksańca w żebra .
-Ludzie kto robi ognisko w taki mróz?! Kogo to był tak wgl pomysł?! -spytałam zła
-Twój-powiedzieli chórem i wybuchneli śmiechem.
-A no tak..-powiedziałam cicho udając zawstydzoną-kit z tym rozpalaj to-krzyknełam chwile później
-Julia , ja to cię moge w inny sposób rozgrzać-uśmichnął się do mnie śłodko
-Chętnie skorzystam ale nie tutaj-zaśmiałam się a gdy Justin wstał ,chwycil mnie za ręke i zaczął ciągnąc w kierunku domu dodałam szybko-ani nie dzisiaj.
Zrobił mine zbitego psiaka i wrócił do swojego poprzedniego zajęcia.
-Mi też zimno. Ja skorzystam , tu i teraz -krzyknal Chris wskakując brunetowi na plecy ,który właśnie kucał skutkiem czego wyrżnął twarzą w piach.
-Chłopie co ty się tak na niego napalasz?!-zaśmiałam się
Wkońcu udało mi się namówić Justina ,żeby rozpalił ognisko. Gdy już ogień się palił i niebo zrobiło się czarne a my siedzieliśmy sobie na jakiś kawałkach drewna Bieber wyciągnął gitare i zaczął grać. Kołysaliśmy się w rytm piosenki . Było naprawde fajnie , zaczeliśmy śpiewać , niestety nasz śpiew przerodzil sie w fałszowanie a potem to juz sie na znudzilo i przestalismy. Chris jedną ręką przytulał paczke żelek co wyglądało komiczie a drugą El co wyglądało słodko. Kurde dlaczego oni mają tak fajnie. Oni się przytulają a ja dłubie kijem w ogniu , gdzie tu jest sprawiedliwość ja się pytam? Spojrzałam na justina ,który jak sie okazało gapił się na mnie. Uśmiechnałam sie do niego. Wyciągnał do mnie ręke ,którą chwyciłam. Pociągnął mnie do siebie na kolana. Uśmiechnełam się do niego. Przytulil mnie . Po rak kolejny powtórzyła się sytuacja, byliśmy blisko siebie. Nasze usta się spotkały ale na bardzo krótko ponieważ Chris pizgnął mnie badylem w łep i zleciałam z kolan Justina . Beadles zaczał sie wydzierac ,że mamy sie nie całować , El próbowała go ogarnąć a ja z naszym piuosenkarzem turlaliśmy się ze śmiechu po podłodze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~19 listopada~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Byliśmy na szczycie wielkiej górki. Wszędzie było biało od śniegu. Juz za chwile po 10 minutowej wspinaczce mieliśmy zjechać na dół na sankach. Eleonor z Chrisem a ja z Justinem. WŁasnie siadałam za chłopakiem . Przytuliłam sie do niego od tyłu. Nasze serca i oddechy przyśpieszyły. Zawsze tak na siebie działalismy. Odepchneliśmy się i zaczeła sie jazda. Krzyczeliśmy na całe gardło. Pod koniec nasze sanki się wywwaliły , inaczej przeciez byc nie mogło. Wpadliśmy w wielka zaspe śniegu . Zaczełam się chichrac i nie mogłam wstac. Justin zreszta też.
-Kit z tym . Bedziemy tu leżeć -powiedział i przyciągnął mnie do siebie . Było zimno a my byliśmy cali mokrzy od tego białego puchu. Normalnie bym pewnie odrazu wstała i poszła do ciepłego domku ale teraz , w ramionach Justina było mi dobrze. Nie chciałam nigdzie iść , wręcz mogła bym tak leżeć do końca świata ale oczywiście musieli nam przerwać. nasi wspaniali przyjaciele zaczeli nas nawalac śnieżkami. I zaczeła się wojna. Po jakimś czasie na maksa zmęczona wróciłam do domu. Przebrałam sie w wygodne i przede wszystkim suche i ciepłe dresy . Zrobiłam sobie gorąca czekolade i razem z rodziną siedząc przed telewizorem ogladałam jakąś komedie . Ze śmiechu prawie się posikałam. Potem poszłam spać. Gdy juz leżałam w moim ciepłym i wygodnym łóżku usłyszałam dźwiek przychodzącego sms'a . Chwyciłam telefon , otworzyłam wiadomośc i przeczytałam ja. Była od Justina . napisał mi :"Dobranoc :* ". Zrobiło mi się ciepło na serduchu i wielki usmiech zagościł na mojej buzi. Chwile potem usnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~31 listopada~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeździliśmy na łyżwach. To znaczy ja próbowałam jeździć i jakos nie specjalnie mi to wychodziło.
-Patrz , pokaże ci-zawołam Justin z bananem na jego ślicznej mordce. Chwycił moją ręke przez co ja tez zaczęłam usmiechac sie jak jakis debil. Co chwile wypierdzielałam sie na lód a chłopak kilka razy ze mną przez to ,że ciągle mnie trzymał ale my się z tego tylko smialiśmy. Ludzie patrzyli sie na nas jak na UFO ale jakos nam to nie przeszkadzało. Kochałam spędzac czas z tym moim głupkiem. Powoli zaczełam ogarniać na czym polega jazda i radziłam sobie jakos tam. Chłopak widząc to przyśpieszył przez co zaczełam się drzec na całe lodowisko a on sie tylko brechtał ze mnie. Wkońcu znowu przez te jego wygłupy zaliczylismy glebe . Podnieslismy sie jeździlismy dalej. W pewnym momencie puścił mnie , zostawił na środku samą i robił wokół mnie kółka jadąc tyłem ale tak żebym nie mogła go chwycić.
-Justin , prosdze ,chodź tu-błagałam go ledwo trzymając sie na nogach choć i tak tylko stałam w miejscu. Po bardzo długim czasie zlitował sie nade mną widząc jak czołgam się na czworaka do barierki. Podniósł mnie .
-Wiesz musze ci się o cos spytać-zaczał stojąc naprzeciwko mnie
-No dobra , pytaj-zachęciłam go
-No bo ja ...-niedokończył bo ktos go popchnął. Wleciał na mnie i przez przyapadek pocałował , tyle ,że jakoś żadne z nas nie chciało tego pocałuku przerywać.Odsunął się ode mnie dopiero gdy jakaś stara baba zaczeła nam prawic kazania ,ze mamy sie nie całowac w miejscu publicznym. Chłopak chwycił ponownie mnie za reke i pociągnał dalej.
-Tooo o co chciałeś spytac?-spytałam jakby nigdy nic
-Juz nie ważne-powiedział szczeżac się . Wyszliśmy z tamtąd i pojechaliśmy do niego. Pogadaliśmy troche z jego mamą ,która była naprawde spoko i która chyba mnie polubiła. Potem poszliśmy do pokoju chłopaka gdzie leżeliśmy w jego łóżku gdzie najpierw oglądalismy jakiś film a potem robiliśmy sobie razem zdjęcią i wrzucalismy na twittera. Oczywiście odrazu zaczeły się spypać pytania czy jestem jego dziewczyna na co wszystkim odpowiadalismy ,że nie ale oni nie wierzyli. Ale z drugiej strony to jest coś więcej niż tylko przyjaźn i może niedługo będziemy parą...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~3 grudnia~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po długim dniu w szkole właśnie szliśmy do nowego auta Justina. Gadaliśmy i smialiśmy sie jak zwykle . Chris cały dzień dzisiaj opowiadał żarty a my chichraliśmy się i z nich i z niego ponieważ większość tych jego ekstra kawałów wcale nie była smieszna. Grey i Beadles wsiedli do samochodu a my z Bieberem stalismy jeszcze na zewnątrz. El i Chris powiedzieli ,że musza o czymś poważnie porozmawiać w cztery oczy i musi to być akurat teraz w samochodzie. taaaa... Nie wiem o co im chodziło ale już niech im bedzie.Opierałam się o tył samochód a chłopoak stał naprzeciwko mnie. Nagle jakieś kartki wypadły mi z rąk. Justin podniósł je , oddał mi je .
-A teraz w nagrode poprosze o buziaka-powiedzil i nadstawil polik.Chcialam spelnic jego prosbe tyle ze on w ostatniej chhwili odwrocil sie przodem do mnie skutkiem czego pocalowalam go w usta. Nie powiem , podobalo mi sie. Gdy sie od siebie oderwismy zaczelismy sie do siebie usmiechac jak takie dwa glopki. Tobyl ten moment w ktorym zrozumialam ze kocham tego chlopaka i ze to z nim chce byc.Poslalam ?u promienny usmiech. Przytuliam sie do niego i pierwszy raz w zyciu to ja jego z wlasnej woli pocalowalam. To bylo cudowne uczycie. Justin nie mogle przestac sie usmiechac . Podniosl mnie i zaczal nami kreciec <chyba wiecie o co chodzi> . Postawil mnie na ziemi i zaczal sie glupio smiac i usmiechac. Co chwile mnie do siebie przytulal . Naprawde byl bardzo szczesliwy.Chichralam sie z jego zachowania. Nagle podeszla jakas ddziewczyna , chwycila Justina za ramie , pocalowala go i spytala jakby nigdy nic
-Czesc kochanie !
Odsunalam sie od chlopaka. Spojrzalam na dziewczyne. Zwykly plastik . Za duzo solarium bo byla pomaranczowa , 5 kg tapety na ryju i standardowo piskliwy glosik. Rozpoznalam ja , byla to Ann . Najglupszy i najbardziej znany plastik w miescie. Zacisnelam zeby ale po mim policzku i tak pociekla lza. Odwrocilam sie na piecie i ruszylam przed siebie .
-Kurwa, co ty odpierdalasz?! -slyszalam jak krzyczy na tego pustaka
-Julia , zaczekaj-powiedzial chlopak i chwycil mnie za nadgarstek.
-Zostaw mnie w spokoju!- krzyknalam po czym wyszarpnalam reke zaczelam plakac i ucieklam.
_______________________________
Ludzie komputer mi sie popsul ! :/ Bede plakac :( naszczescie uratowal mnie brat , dzieki ci ! KOCHAM WAS <3
Tagi: #6
29.10.2012 o godz. 19:04
Ocknełam się kilka minut później. Nie spałam długo . Odczrazu zaczełam rozmyślać. Co ja mam zrobić?! Kocham Chrisa ale jak brata ,nie jak chlopaka. Nigdy nawt nie pomyslalam o tym , ze moglibysmy chodzic ze soba. Przyjaznie sie z nim ale nie wybrazam sobie byc w zwiazku z nim. A z Justiniem? Z Justinem bylo inaczej.Nim bylam zauroczona od samego poczatku. Podobal mi sie on juz od dawna jeszcze przed tym jak sie poznalismy.Chcialabym z nim chodzić ale jeszcze nie teraz .... tylko potem. Tylko pytanie czy on to zrozumie , czy bylby wstanie poczekac na mnie az bede gotowa ???? No wlasnie , tego nie wiem. Po kilku minutach takiego myslenia zasnelam a obudzilam sie znowu kiilka minut pozniej. Tym razem przebudzilam sie gdy ktos otworzyl drzwi od mojego pokoju. Nastepni uslyszalam ciche kroki . Ktos usiadl na skraju mojego lozka i glaskal mnie po glowie. Leniwie obróciłam się i spojrzałam na chłopaka ,który był siedział obok mnie. To był Justin.
-Jak się czujesz?-spytał troskliwie
Wzruszyłam ramionami
-Justin-szepnełam zachrypniętym głosem
-Przepraszam cie naprawde. Nie wiem co mnie napadło. Ja wcale nie chciałem się z nim bić tylko.... tylko tak jakoś wyszło.A pozatym już sobie z Chrisem wszystko wyjaśniliśmy tylko jeszcze ty musisz z nim pogadać.
Ździwiłam się ,że zrozumieł mnie bez słów.
-Wiem ale...ja nie rozumiem...nie wiem o co mu chodzi-palnełam
-Oj na pewno wiesz. Chłopak się zakochał i tyle , pytanie tylko czy ty się w nim zakochałaś...?
Uważnie patrzył mi w oczy.
-Nie-powiedziałam bez wahania. Usiadłam i spuściłam głowe. Uniósł mi ją chywając mnie za podbrudek.
-A co ze mną?
Nie odezwałam się.
-Ja też się w tobie zakochałem... ale jeśli ty nie...jeśli ty nie czujesz do mnie nic to ...ja....ja rozumiem...-zapadła cisza-ja już chyba pójde
Wstał i skierował się do drzwi szybkim krokiem maszerjąc w ich strone. Poderwałam się z łóżka
-Justin to nie tak-powiedziałam po czym pociągnełam go za nadgarstek dzięki czemu odwrócił się przodem do mnie. W przypływie emocji pocałowałam go.W brzuchu miałam motylki. Nie mogłam przestać się uśmiechać i on też .To był wspaniałe uczucie. Gdy się już od siebie oderwaliśmy przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno.
-Tylko ,że ja...-niedokończyłam
-Nie jesteś jeszcze gotowa?-spytał poprostu .
-Tak. Ja. Poprostu znamy się tak krótko i ja... chiałabym cię...najpierw poznac i wgl i... ja...-zaczełam sie denerować nerwowo skubiąc bluzke . Mówiłam szybciej niż zwykle .
-Ciiii. Spokojnie-gładził mnie po plecach nie wypuszczając z objęć-Rozumiem cię. I....zaczekam aż będziesz gotowa. Dasz mi wtedy znać ok?-zaśmiał się
-Oczywiście-szepnełam. Westchnełam. POczułam ulge . Myślałam ,że nie zrozumiem-Ciesze się-powiedziałam znów po cichu
-Ja też. Ale teraz to ja już chyba pójde
-Zostaniesz ze mną?-wypaliłam nagle
-Jeśli tego chcesz?
-Chce-zapewniłam go
-W takim razie zgoda.
Położyłam się na łóżku a on ze mną. Przytulił się do mnie od tyłu.
-Zaśpiewasz mi coś?-spytałam zasypiając na co chłopak się zgodził i zaśpiewał mi kilka wolnych piosenek. Kochałam jego cudowny głos. Po godzinie Justin pewny ,że już śpie wstał , dał mi buziaka w poliszek i ruszył w strone drzwi. Zanim wyszedł obrócił się , westchnął i szepnął :
-Bede czekac, naprawde....obiecuje bo... bo cie kocham
___________________________________________________________
Przepraszam ,że taki krótki i wgl zapewne beznadziejny. Ale mam dobrą wiadomość Ania wróciła i między innymi rozdział jest dlatego ,że ona mi kazała :D . KNaprawde przepraszam za to ,że tak rzadko dodaje !
Tagi: #5
20.10.2012 o godz. 23:36
Na moje szczęście była dziś sobota dlatego spałam sobie aż do południa i wreszcie wypoczęta wstałam z uśmiechem na ustach. Ani troche się nie śpiesząc wykonałam poranną toalete i ubrałam się w czarną bokserke i szare dresy. Zeszłam na dół i zrobiła sobie płatki z mlekiem i razem z nimi udałam się do salonu i spoczełam dupskiem na kanapie. Włączyłam telewizor. Zjadłam moje śniadanie oglądając jakieś tam głupie seriale , pośmiałam się troche przy nich po czy stwierdziłam ,że nie chce gnić cały dzień w domu i gdzieś się wybiore. Gdy sięgałam ręką po telefon leżący na stole by do kogos zadzwonił to ktoś zadzwonił do mnie. "Co to kurde jakaś telepatia ?" pomyślałam i zaśmiałam się w duchu i odebrałam. Dzwonił Justin.
-Hej. Przeglądałas może dzisiaj jakieś strony plotkarskie?-spytał śmiejąc się jak głupi no co ja odpowiedziałam mu tym samym wypowiadając słowa:
-Tak. Dużo jest tam bzdur. Nawet o nas , wiesz ?
-No. Wiedziałaś np ,że jestes moja dziewczyną bo ja nie ?
-Ja też nie -wydusiłam z siebie ledwo gdyż nie mogłam przestać sie śmiać
-No widzisz jak z tych stron można się dużo przedatnych rzeczy dowiedzieć? No więc jak jesteś już tą moją dziewczyną to może dasz się dzisiaj wyciągnąć do kina?
-No jasne chłopaku ty mój. Z tobą to nawet na koniec świata pójde.
-Nawet w ogień-dodał a ja przytaknełam i powtórzyłam to
-Nawet w ogień-i obaj wybuchneliśmy niepochamowanym śmiechem.
-No już już . Koniec. Prosze już nie moge Brzuch mnie od tego aż boli-ale to nic nie dało . Ani ja nie mogłam , ani on nie mógł przestać się chichrać.
-Dobra to będe za 15 min-wydusił wkońcu
-ok. Ale może weźmiemy El bo wkońcu wczoraj z nami nie była, jeszcze walnie focha i co ja zrobie-powiedziałam
-No dobra ale to Chrisa tez ,żeby wiesz nie czuła sie samotna.
Zachichotałam.
-Świetnie. To czekam na cb.
Rozłączyłam się i leżałam nadal na kanapie a uśmiech miałam cały czas przyklejny do mojej pięknej mordki. Jednak gdy przyszedł Justin i zobaczył mój ogromny basen w ogródku nalegał byśmy zostali. Zaczął wymyślac ,że mamy za piękny dzień żeby marnować go na siedzenie w jakiś kinie i ,że wgl mu za gorąco i nic mu sie nie chce. Gdy się zgodziłam skakał i piszczał a potem zatańczył taniec szczęcia. Nie mogłam ze śmiechu. Ah ten Justin ! Wsiadł w samochód pojechał sobie po jakies kompielówki i po Chrisa. Ja ustawilam 4 leżaki wokół tego basenu przyniosłam cos do picia i jakies przekąski. Chipsy i żelki . Bardzo dużo żelek , ale znajac Chrisa to i tak będzie mu zamało. Poszłam potem po El . Kiedy się uszykowała wróciliśmy do mnie a chłopacy już tam byli i czekali na nas. Zdjeliśmy ciuchy i zostalismy w samych strojach kompielowych. Było dziś naprawde gorąco. Chciałam poleżeć sobie na leżaku i się poopalać ale jeszcze dobrze nie usiadłam a juz chłopcy wrzucili mnie do wody. Chlapaliśmy się , podtapialiśmy przy czym cały czas się śmialiśmy. W pewnym momencie poczułam ,że ktos mnie wciąga za noge pod wode . Gdy stałam już nogami na dnie basenu ujrzałam Justina , to on mnie tu wciągnął. Wyciągnął do mnie ręke a gdy ją chwyciłam splótł nasze palce ze soba i przyciągnął mnie do siebe. Spojrzłam mu w oczy , jego piękne brązowe oczy a on spojrzał w moje. Zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Prawie sie pocałowaliśmy ale ja w ostatniej chwili obróciłam głowe. Nie wiem sama czemu to zrobiłam tak jakoś wyszło. Zobaczyłam ,że Chris nas obserwuje a gdy uświadomił sobie ,że na niego patrze obrócił głowe , wynurzył się i wyszedł z basenu. My także się wynurzyliśmy.
-Chris- krzyknełam a on się obrócił do nas przodem
-To jest nie Fair. To ja cie pierwszys poznałem ale przyszedł on i on zawsze ma to co chce a ja nie !-powiedział zdenerwowany machając rękami .
-Ja ?! No chyba nie!-krzyknał Justin
-Nie wcale
-Przestańcie !-wydarłam się przed przypadek połykając troche wody przez co zaczełam się krztusić
Wystraszeni rzucili się mnie ratować. Wyciągneli mnie z wody i położyli na trawie
-Zostaw ją!-ryknął Christian
-To ty ją zostaw!
I zaczeli się bić.
-Przestańcie!-wydarła się tym razem na maksa wkurzona El .
Wreszcie przestałam kaszleć. Wzięłam głęboki oddech i poczułam ulge. Mogłam umrzeć-pomyślałam. Poniosłam się z ziemi
-Dajcie mi obaj spokoj !-krzyknełam po czym wybiegłam i zamknełam się w swoim pokoju .Walnełam się na łóżko. Bardzo bolało mnie gardło. Zaczełam myśleć o tym co się stało przed chwilą jednak juz po chwili stwierdziła ,że oleje to. Nie miałam na nic siły więc zrobiłam kilka rzeczy a potem poszłam spać.
______________________________________________________
Przepraszam was bardzo! Jest mi naprwde przykro ,że tak rzadko dodaje. A zawłaszcza teraz. Ale sami zrozumcie, Ania wyjechała do Egiptu i nie ma na mnie kto krzyczeć i motywować do pisania. Chociaż widząc te 8 komentarzy odrazu mi sie zaczciało napisać NN. Nie chodzi o samo pisaie bo ozdziałów mam troche do przodu napisanych ale raczej o samo przepisywanie. Na koniec pamietajcie ,że Kocham was naprawde bardzo , bardzo! :***
Tagi: #4
10.10.2012 o godz. 19:04
Tego ranka obudził mnie budzik. Zerwalam się z lóżka i popędziłam do łazienki po czym wparowałam do garderoby wybrałam ciuchy i ubrałam się. Lekko umalowalam sie i bylam już gotowa. Wziełam torbe, zbiegłam po schodach wpadłam do kuchni chwyciłam jabłko wyszłam z domu i w ekspresowym tempie znalazłam się pod drzwiami domu Chrisa. Jak zwykle otworzyła mi jego mama. Lubiłam tą kobiete a ona mnie. Zawsze była taka dobra, miła i uczynna. Oznajmiła mi ,że chłopak jeszcze śpi .Zdziwiło mnie to .Zamyśliśam się na kilka sekund a na mojej twarzy pojawił sie uśmiech.
-Źle dla niego ,że nie wstał. Zrobie mu pobudke.
Razem z jego mamą wybuchnełysmy śmiechem.Popedzilam do góry. Zdobyłam jakieś wiaderko nalałam lodowatej wody po czym ruszyłam do pokoju Chrisa. Podeszłam do niego nachyliłam sie po czym krzyknełam mu do ucha "pobudka" i wylalam wode na jego pusty łeb. Chłopak przestraszył się jak nigdy i spadł z łóżka. Cały mokry spojrzał na mnie wściekły a ja wybuchnełam nie pochamowanym śmiechem.
-Jeśli chcesz życ to uciekaj.
Gonił mnie po całym domu aż wkońcu złapał i zaczął gilgotać. Śmialam się tak ,że pewnie w całym mieście było mnie słychać. Mama chłopaka krzykneła z dołu ,że jedzie do sklepu a my mamy się pośpieszyś bo siś spóźnimy.Chlopak poszedł się szykować a ja rozsiadłam się przed telewizorem w salonie.Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi.
-Ktoś przyszedł -wydarłam się
-Masz bliżej ty otwórz!-odkrzyknął
-To nie mój dom -zawołałam gdy dzwonek znów zadzwonił.
-Kobieto weź mnie nie wkurzaj. Otwórz i tyle!!!!
-No dooobra.
Ruszyłam tyłek i podeszłam pod drzwi ,odkluczyłam je i otwarłam. Bylam w szoku gdu zobaczyłam na przeciwko siebie Justina Biebera. Uśmiechnął się do mnie.
-Upss chyba pomyliłem adres-odezwał się wkońcu i już chciał isć ale go powstrzymałam.
-Myśle ,że jednak dobrze trafiłeś. Chris jest na górze.
-A ty to...ymmm kim jesteś bo my to się chyba nie znamy?-spytał
-Jestem Julia , koleżanka ze szkoły .Właśnie się tam wybieramy.... w sensie do szkoły-moje serce pryspieszyło modliłam się w duchu żeby nierozpoznał ,że to ja na niego wczoraj nakrzyczalam.
-Yhym.To zajmie mi tylko chwilke. To moge wejść ?
-Jasne-wpusciałam go a on skierował się ku schodą ale nagle sie odwrocił
-To ty wczoraj gadałaś ze mna przez telefon ,prawda ?
-Yyyym. Tak-powoiedziałam tak cicho ,że ne byłam pewna czy mnie usłyszał
-Dzisiaj jesteś jakaś milsza -powiedział po czy zaśmiał się na co ja zachichotałam.
JAKIŚ CZAS POTEM
Chłopacy sobie wszystko wyjaśnili i jest dobrze. Nadal są przyjaciółmi. Lekcje były jak zwykle nudne i dłużyły mi się nie miłosiernie . Gdy sie skończyły wróciłam do domu na pieszo razem z Chrisem . Weszłam do domu przebrałam się i uszykowałam gdyż chopacy zaprosili mnie dziś na pizze. spotkaliśmy się pod domem Chrisa i w trójke ruszyliśmy w kierunku knajpy która była celem naszej podróży. Cała droge rozmawialismy wyglupialismy sie i nieustannie sie śmialiśmy. Justin był naprawde spoko ,nie jakaś tam rozwydrzona gwiazdka tylko normalny chłopak. Rano dał mi nawet autograf który zaraz po przyjściu ze szkoły przypiełam na honorowym miejscu na mojej tablicy korkowej.
-Justin a właściwie jak długo ty tu zostaniesz ?-spytalam
-Wczoraj się tu przeprowadziłem ,więc myśle ,że długo się mnie nie pozbędziecie- posłał nam zadziorny uśmiech.
-Naprawde? Mówisz serio ?-niedowieżał Chris
-No a jak bym mogł zostawić najlepszego przyjaciela samego ?! Chaz i Ryan też się tu przeprowadzaja -oznjamił szczęśliwy.
-Osz kurde.Ale fajnie. Nie moge uwierzyć ,że to dla mnie robicie.
-Człowieku kim ty jesteś ,że jak ty sie wyprowadasz to zaraz wszyscy razem z tobą-spytałam ze śmiechem
-Bogiem !-krzyknął gdy wchodziliśmy do lokalu . Zamówiłiśmy dużą pizze i trzy cole.Chlopacy zjedli prawie cała ,ja zjadłam 1 spory kawałek a oni po 3-4 takie wielkie. Nie wiem gdzie oni to pomieścili.
-Jejku a jak idziecie w większej grupce na jedzenie to ile wy tego zamawiacie???-spytałam chichrając się
-Duuuuużo-powiedział Justin tylko na moment odrywajac się od jedzenia
-No domyślam śie - powiedziałam
Po zjedzonym posilku poszliśmy na rolki. Świetnie się bawiłam.Co chwile ktoś zaliczał glebe.
-Justin debilu patrz jak jeździsz- ryknełam gdy ten przejechł mi przed nosem tak ,że prawie mnie wywalił
-Nie było by problmu gdybyś nauczyła się jeździć.
-Umiem-oburzyłam się
-Wcale nie-powiedział wytykając język
-Wcale tak
i zaczeliśmy się kłócić.
-Jak dzieci. Normalnie jak dzieci-krzyknął Chris
na co ja i Justin zmierzyliśmy go wzokiem i krzykneliśmy w tym samym czasie -Zamknij sie.
Około godziny 21 postanowiliśmy wracac ze względy na to ,że robiło się ciemno. Gdy znalazłam sie już w swoim łóżeczku wykąpana i w piżamie wzięłam laptopa na kolana i przeglądałam strony plotkarskie. Wszędzie było pełno bzdur . Wkurzyłam się kiedy zobaczyłam artykół pt. " Justin znalazł sobie nową dziewczyne" a pod spodem zdjęcia z parku , tylko ,że Chrisa to już wycieli ! Wszędzie było pełno tego o nas. Postanowiłam to olać i wyluzować troche. Odłożyłam laptopa na biórko , położyłam się , zgasiłam światło i poszłam spać.
______________________________________________________
AAAAAAAAA NAWET NIE WIECIE JAK BARDZO JARAMY SIĘ Z ANIĄ TYM ,ŻE JEST JUŻ 13 OBSERWUJĄCYCH ! KOCHAMY WAS !!! :****
Tagi: #3
02.10.2012 o godz. 19:46
-Nie wierze. Ludzie patrzcie rozmawiam z ....
z Chrisem Beadlesem!!!
-heh...Nie rób z tego takiej afery-zaczął się śmiać
-Dasz mi autograf?-śmiałam się z nim ale tak naprawde to mówiłam poważnie
-Chyba żartujesz. Prawda?
-Nie-spowarzniałam
-Ja też chce -wtrąciła El kiedy ruszyliśmy dalej korytarzem.
-No dziewczyny.Przestańcie , zawstydzacie mnie. Zaraz spale buraka
-No to...co teraz masz ?-spytałam po chwili ciszy
Spojrzał na swój plan po czym na mój i powiedział:
-Matme...z tobą-i posłał mi taki uśmiech ,że na jego widok prawie padłam
-Usiądziesz ze mną?-spytał
-No jasne-odpowiedziałam
-Ej nie fair-krzykneła Eleonora
Chłopak jeszcze raz zerknął na plan i powiedział:
-Możemy usiąść na angielskim, mamy razem.
-Ok-powiedziała zadowolona
Zabrzmiał dzwonek, ja i Chrs ruszyliśmy w strone sali 107 a El 203. Lekcja ta i jak każda następna mineła nam bardzo szybko . Gdy ostatni dzwonek ogłosił koniec lekcji większość ludzi wybiegła ze szkoły i ruszyła dosłownie w każdym możliwym kierunku kierując się zapewne do domów. Było ciepło więc grzejąc się w słońcu ruszyłam przed siebie postanowiając iść na pieszo. Idąc wolnym krokiem w kierunku mojego domu usłyszałam wołanie:
-Julia!! Julka!! Zaczekaj !!
Zatrzymałam się z uśmiechem na twarzy i odwrócłam . Podbiegł do mnie Chris.
-Wygląda na to ,że idzemy w tą samą strone . Moge ci towarzyszyć?-spytał odsłaniając swoje piękne ząbki w uśmiechu.
-Głupie pytania zadajesz. No jasne ,że tak!
-Często tak chodzisz pieszo?-spytał
-Nie. Zazwyczaj jeżdże autobusem ale jeśli ty będziesz chodził codziennie to ja też-powiedziałam szczeżąc się do niego
-To fajnie-zaśmiał się
-No chyba ,że nie chcesz-odezwałam się patrząc mu w oczy
-Nie wygłupiaj się. Przecież wiesz ,że chce
-A gdzie mieszkasz ?-spytałam
Rozmawialiśmy całą droge. Okazało sie ,że Chris mieszka dwie przecznice dalej , więc odprowadził mnie , pożegnał się ze ną i ruszył dale. W domu czekała już mama z obiadem.
-Cześć mamo już jestem!
-Cześc córciu. A jak było w szkole?
-A dobrze.
Z mamą miałam dobre kontakty , często ze sobą rozmawiałyśmy i mówiłam jej prawie wszystko. Pogadałam chwilke z nią , zjadłam obiad i poszłam do swojego pokoju. Rzyciłam torbe obok biurka i usiadłam na krześle . Włączyłam komputer i zalogowałam sie na facebooka po czym wycągnełam zeszyty i książki i zaczełam robć lekcje. Gdy skończyłam poprzeglądałam kilka stron internetowych ale już po chwili mój telefon zaczał dzwonić.
-Halo-odebrałam
-hej. Co robisz?-spytała El
-A nic. Nudze się. Jakies pomysły?
-Tak chodźmy o kina
-Ok . Super . O której mam być u cb ?
-nie wiem. Tak o 20. Zgarnij ze sobą też pana Ładnego
-Chrisa?
-No a kogo kurde?-zaśmiała się
-Ok to będe u ciebie za -spojrzałam na zegarek-o kurde już ta godzina... dobra kit będe za godzine !
Szybko się przebrałam , chwyciłam telefon i kase , powiedziałam mamie ,że wychodze z domu. Ruszyłam chodnikiem przed siebie. Wyciągnełam telefon i wykręciłam numer Chrisa. Nie odebrał, miał wyłączony telefon. Postanowiłam iść do jego domu . Kiedy wacaliśmy razem ze szkoły podał mi adres. Po 5 minutach stałam już pod drzwiami dzwoniąc dzwonkiem. Otworzyła mi jakaś kobieta , zapewne matka chłopaka.
-Dzień dobry jest Chris?
-Jest ale myśle ,że to nie najlepsza pora na odwiedziny-powiedziała zmęczonym głosem . Dopiero teraz zobaczyłam ,że miała podpuchnięte oczy od płaczu.
-Coś się stało?-spytałam
-Nie-westchneła-Tak.Może ty przemówisz mu do rozsądku.Chodź
Zaprowadziła mnie do góry . Mieli naprawde duży i piękny dom.
-To tu-powiedziała i poprostu odeszła zsatawiajać mnie pod drzwiami. Nie byłam pewna czy mam zapukac czy też poprostu wejść. Wkońcu jedna pchnełam drzwi i przekroczłam próg . Chłopak siedział przy ścianie z butelką wódki w ręku. Podniósł głowe i spojrzał na mnie groźnie ze, aż troche się przestraszyłam.
-To co tu przylazłaś?!-warknał na mnie. Puściłam to mimo uszu.
-Co się stało?
-Nie twoja sprawa-krzyknął
-Przestań chrzanić i nie zachwuj się jak dzieco!!-powiedziałam podniesionym głosem po czym poprosiłam łagodnym głosem siadając koło niego na podłodze-Powiedz co się stało.
-Wszystko się jebie.
-Wszystko?-zapytałam podnosząc jedną brew-To znaczy co?
-No wszystko...-rzekł zrezygnowany-Najpierw wylali mnie ze szkoły potem ta cholerna przeprowadzka , dziewczyna mnie rzuciła i jeszcze pokłuciłem się z moim najlepszym przyjacielem.
-I to jest powód ,żeby sie upić?? Dawaj to-wyrwałam mu butelke , sprawdzając ile jeszcze tam jest by chodź mniej więcej wiedzieć jak bardzo jest pijany. Naszczęście okazało sie ,że wypił dopiero zaledwie 1/4 butelki więc nie było źle.
-Posłuchaj bedzie dobrze. A to -wskazałam na butelke- nie jest rozwiązanie.
-To w takim razie co jest rozwiązaniem?-spytał
-Nie wiem. Słuchaj dziewczyne znajdziesz sobie nową, z kolegą jeszcze sie pogodzisza a przeprowadzka to nie koniec świata.
-A wywalenie ze szkoły?
-To już gorzej. Nie wiem co możesz zrobić.
-Moja mama jest napewno na mnie zła
-Twojej mamie jest przykro ,że ty sie zachowujesz właśnie tak jak teraz. Rusz dupe i idź ją przeprosić.
-nooo dobra-wstał i wyszedł. Oparłam głowe o ściane i weschnełam. Powiadomiłam El o tym ,ze jednak nie idzemy do tego kina. Gdy chłopak właśnie wchodził do pokoju zadzwnił jego telefon. Zobaczyłam ,że leży koło mie na podłodze. Wyciągneła po niego ręke , chwyciłam i podała Christianowi.
-O cholera-powiedział
-Kto dzwoni? Nie odbierzesz ?
-Nie . Nie odbiore-odparł ze złością
-A jak to coś ważnego?
-No to kurde ty odbierz !-odebrał i wcisnął mi telefon do ręki.
-Chris?-usłyszłam w słuchawce
-Nie-mruknełam
-A yyyyy.... mogła byś mi go dać?
-On chyba nie chce z tobą rozmawiać-rzekłam zerkając na chłopaka ,który siedział obrażony na ksześle
-Prosze, daj mi go-błagał
-No nie wiem...
Chris wymachiwał rękami dając mi znak,że nie będzie z nim rozmawiać.
-No prosze!
-Nie moge. Coś mu przekazać?
-Przeprośgo ode mnie.
-Powiedz ,że nie przyjmuje przeprosin!!!-krzyknął Chris.
-No do cholery , daj mi go! Daj mi Chrisa!
-Nie ! Człowieku nie rozumiesz ,że on nie chce z tobą rozmawiać!!!
-To nie twoja sprawa! Daj go !
-A właśnie ,że moja.... A spierdalaj!-rozłączyłam się
Wstałam , położyłam telefon na biurku i usiadłam na łózku. Spojrzałam wściekła na chłopaka.
-Po co ,żeś mi to dał ??!!
-Kit z tym. Dobrze to rozegrałaś. Niech Justin wie ,ze nie będe na każde jego zawołanie !!
-No tak ale chciał cię przepro.....Czeka co ty powiedziałeś?! Justin ?!
-Tak-odparł zdziwiony
-Ten Justin ?! Justin Bieber?!
-Tak ale....
-Chcesz mi powiedzieć ,że właśnie nakrzyczałam na Justina Biebera?!
-Tak ale....
-Czys ty oszalał?! Zbije cie!!!! Mogłeś mi powiedzieć!!
-Cholera -krzyknęłam , wzięłam dość duży łyk z butelki z alkocholem ,którą przed chwilą wyrwałam Chrisowi i rzuciłam się na łóżko. Chris wybuchnął śmiechem.
-Z czego się śmiejesz debilu?!
-To nie jest rozwiązanie na mój problem ale na twój to już tak-powiedział szczeżąc się po czym odebrał mi butelke i schował ją.
-No dobra.Masz racje. powiesz ,że to.... El. Prosze nie mów ,że to ja.
-Dobra-i znów zaczął sę śmiać.
-To naprawde nie jest zabawne!-walnełam go poduszką
-Jest i to bardzo
-No może troche-powiedziałam i nie mogąc sie powstrzymać zaczełam się śmiać razem z chłopakiem.
__________________________________________________________
:D
Tagi: rozdział 2
25.09.2012 o godz. 17:25
-Julia McBig-szalona ,wesoła 17 latka . Bardzo lubiana w szkole. Lubi się dobrze bawic. Często się śmieje a uśmiech wogóle rzadko schodzi jej z twarzy. Jest bardzo ładna , jest brunetką o zielono-niebieskich oczach. Ma wielu znajomych ale jej najlepszą przyjaciółką jest El.
-Eleonora Grey-Najlepsza przyjaciółka Julki. Z charakteru podobna do swojej BFF , także jest zabawna i szalona. Ona też jest bradz ładna ma blond włosy i niebieskie oczy. Również ma welu znajomych. Ludzie mówią do niej po imnieniu lub El albo Nora. Tak wogóle to ona i Julia są najbardziej lubianymi i znanymi osobami w szkole.
**********************************
To są tylko dwie główne bohaterki potem jeszcze dojdą ale jak narazie tylko tyle .
****
Słońce wpadało przez okno rażac mnie w oczy.Budzik już od kilku minut dzwonił . Niechętnie wstałam z łózka zadając sobie pytanie : Jaki debil wymyślił szkołe. Poszłam do łazienki ,umyłam się a potem poszłam do garderoby wybrać ubranie na dziś.Już uszykowana chyciłam torbe jedną ręką i zarzuciłam na ramie wychodząc z pokoju. Zbiegłam po schodach. Zjadłam śniadanie , wciągnełam trampki na stopy i wyszła z domu zakluczając drzwi. Powlekłam się do garażu . Wsiadłam do auta, przekręciłam kluczyk w stacyjce , wyjechałam na ulice i ruszyłam w strone szkoły. Zaparkowałam na parkingu , wysiadłam z samochodu, zakluczyłam go i nie śpiesząc się podreptałam do stojącej troche dalej El.
-Joł! Co tam u ciebie laska?-spytałam się
-A dobrze. Ale to już koniec wakacji nie? Troche głupio-odpowiedziała smutno
-Ale chyba damy rade , nie?
-No nie wiem-mrukneła
-Co powiedziałaś?-spytałam ze śmiechem chodź dzobrze słyszałam jej odpowiedź
-Że damy rade
-Nic nie słyszałam
-Damy rade-krzykneła tym razem z wielkim uśmiechem a gdy ludzie zaczeli się na nią patrzeć obie wybuchnełyśmy śmiechem ruszając w strone budynku.
Po drodze podeszła i zatrzymała nas dziewczyna ,której nawet nie znałyśmy.
-Hej dziewczyny. Usiądziecie ze mną i z moimi koleżankami na stołówce?-zapytała z nadzieją
-Ymmm ok-odpowiedziała El
-Super-ucieszyła się
-No to...Do...Potem-powiedziałam do dziewczyny po czym odezwałam sie do El wchodząc do szkoły i ruszając korytarzem-haha nie wiedziała ,że jesteśmy takie lubiane XD
-No widzisz. Ja też nie.
-To... co teraz masz , bo ja zaczynam matma?
-Ja mam fizyke.
-Aha to spokamy się na następnej prze...
Ktoś na mnie wpadł.
-Kurwa , uważaj jak chodzisz debilu!!!!-moja przyjaciółka zaczeła krzycześ na niego
-Daj spokuj nic się nie stało -uspokoiłam ją po czym spojrzałam na chłopaka ,który mnie przewrócił i właśnie stał przede mną wyciągającego ręke by pomóc mi wstać. Chwyciłam się jej i podniosłam się z ziemi . On wpatrywał się we mnie tymi swoimi pięknymi brązowymi oczami.
-Ja..ja ...przepraszam...nie zauważyłem cie... i no... przepraszam-tłumaczył jąkając się
-Jak już mówiłam nic się nie stało-powiedziałam z uśmiechem
-Jestem Julia a to Elonor ale mów jej El
-Albo Nora-powiedziała wkońcu dziewczyna
-A ty ?- spytałam nadal trzmając jego reke i wpatrując się w jego oczy
- Ja jestem...-nie dokończył zdziwiony tym ,że właśnie zdjełam mu kaptur z głowy od jego czarnej bluzy ,którą miał dziś na sobie.Wiedziałam ,że skądś znam te oczy, ten głos . Znałam go no bo kto go nie zna. Dobra przesadzam wielu ludzi ,których znam go ne zna ale ja doskonale wiem kim on jest. Jestem nawet jego fanką
-Haha Wiedziałam! Ja nie moge.... El ty to widzisz? On tu stoi czy ja już mam zwidy?
Zaśmiał się.
-Tak stoje tu na serio.
-Nie wierze. Ludzie patrzcie rozmawiam z ....
_____________________________________________________
No i jest 1 :D Przepraszam że taki krótki ale sami wiecie, szkoła itd. Odrazu mówie ,że nie wiem kiedy będzie następny . Przy okazji szkoda ,że straciłyśmy tych dwóch obserwujących (czy tam obserwatorów ,a kit z tym nie wiem jak to się mówi XD).... Sorki za błędy. Nie będziemy się już rozpisywać więc...Komentujcie i do zobaczenia. Kochamy was ♥
I-Love-My-Dream and Foreverwhityou
Tagi: rozdział 1
18.09.2012 o godz. 20:24
Kończe pisanie tego opowiadania gdyż jak stwierdziłyśmy z przyjaciółką jest ono do dupy. Ale zaczynam pisać nowe, mam nadzieje lepsze i myśle ,że się uda. <TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI> Mam teraz troche więcej doświadczenia w pisaniu blogów niż wtedy kiedy zaczynałam opowiadanie o Justinie i Dorothy. Mam już troche pomysłów na moją nową historie ale brakuje mi jeszcze imion dla bohaterów więc jak ktoś ma jakieś propozycje to śmiało piszcie napewno ,któreś wykorzystam. Na początek potrzebuje głównie imion dla dziewczyn ale dla chłopaków też będą mi potrzebne. Z tym nowym opowiadaniem wstartuje myśle ,że już niedługo. Może nawet w tym tygodniu ale napewno nie dzisaj bo właśnie pisze jakiś durny wiersz o jakimś durnym antyku. Wkażdym razie komentowaliście tamto opowiadanie i bardzo wam za to dzięke oraz ma nadzieje ,że to nowe też będziecie komentować. Chciała bym jeszcze tylko dodać ,że jeśli komuś się podobała się historia Dorothy i Justina i chciałby jaj dalszych części no to przykro mi bardzo ale taka jest moja decyzja i jej nie zmienie. Na koniec dodam ,że Ania zmieniła moje dane i nazwe bloga <bez mojej wiedzy !!!!ale one chyba takie zostaną bo nawet mi się to podoba. To do zobaczenia :***
11.09.2012 o godz. 16:44
-Halo?-powiedziałam zaspanym głosem odbierając telefon ,który od 5 minut nie przestawał dzwonić.
-Cześć Dorothy!!
-Ja pierdole Justin , obudziłeś mnie. Czekaj , która jest godzina-spojrzałam na zegarek ,który wskazywał 8:50-Cholera to jeszcze bardzooo wcześnie.
-Ale po co marnować dzień ?-spytał wesoły
-Jak ty wstajesz o 12 albo jeszcze później to jest ok ale jak ja chce pospać to już nie , tak?!
-No już dobra , kochanie. Przepraszam.
-Doba jest zemszcze się potem. A wgl to po co dzwonisz?
-Żeby zaprosić cię do nas do domu na obiad.
-I dlatego tak wsześnie zadzwoniłeś? -westchnęłam-O bosz co ja z tobą mam.
Roześmiał się.
-A miałam taki fajny sen-marudziłam
-O czym?-spytał ciekawy
-A nie ważne. To na ,którą ten obiad?
-Na 15. Pasuje ci?
-Taa
-To dobrze. Mam po ciebie przyjechać?
-Nie dam sobie rade. Przejde się , to przecież nie jest daleko.
-No dobra. To do zobaczenia u mnie kochanie.
-Pa, kotku.
Rozłączył się a ja walnęłam telefon w kąt, przewróciłam sie na drugi bok i zamknęłam oczy.
-Po co marnować dzień-powiedziałam przedrzeźniałam go-Ja ci pokaże , Bieber. Oj ja ci pokaże.Ale teraz ide spać.
I zasnęłam. Śniło mi się ,że... To był naprawde dziwny sen. Wszędzie było ciemno ale ja miałam ze sobą latarke. To była jakaś piwnica czy coś.I wtedy zauważyłam ... samą siebie (?). Tak poprostu stałam naprzeciwko siebie ale to jakby nie byłam ja tylk ktoś inny , jakby mój spobowtór. Patrzyła na mnie z dziwnym błyskiem w oczacha a potem zaśmiała się takim szatańskim śmiechem. Nie bałam sę jej , wręcz czułam ,że ją znam i byłam na ną wściekła. Już miałam się na nią rzucić kiedy nagle się obudziłam.
-Ok, to było dziwne-powiedziałam sama do siebie uspokajając się. Zerknęłam na zegarek w telefonie i stwierdziłam ze smutkiem ,że czas już wstać. Dochodziła 11 gdy jadłam już płatki z mlekiem na śniadanie siedząc przed telewizorm i oglądając jakieś głupie seriale.Godzine później stałam w garderobie zastanawiając się co włożyć.Następną godzine potem wychodziłam właśnie z prysznica a już półtorej godziny potem schodziłam po schodach uszykowana do wyjścia. Chwyciłam klucze,portfel i telefon po czym zakluczyłam dom i wyszłam. Była 14:30 więc miałam jeszcze troche czasu a droga do domu Justina była ,krótka dlatego nie śpieszyłam się tylko szłam spacerkiem. Ciągle czułam ,że ktoś mnie obserwuje. Rozejrzałam się ale nikogo nie zauważyłam więc szłam dalej. Za 5 minut sytuacja się powtórzyła tyle ,że tym razem zobaczyłam ,że jakieś 10 metrów za mną stoi facet w bluzie z kapturen na głowie. Troche się przestraszyłam więc ruszyłam dalej. Po chwilijednak stwierdziałm ,że może tylko przechodził tą ulicą a nie że odrazu za mną idzie. Poszłam na skruty ,które tylko ja i mo znajomi znamy. Gdy weszłam na ulice na ,której mieszka mój chłopak znów obejrzałam się za siebie. STał tam , ten sam facet z kapturem . Zaczęłam biec a on za mną. Miałam niezła forme ale ten facet biegł bardzo szbko. Już wiedziałam ,że nie zdąrze dobiec do domu Justina dlatego przebiegłam przez ulice i przeskoczyłam mały płotek przed domem Chrisa dobiegłam do drzwi i zaczełam w nie walić a gdy otworzył wleciałam bez słowa do środka , zamknęłam i zakluczyłam drzwi i po nich zjechałam siadając na zimnej podłodze. Oddychałam bardzo szybko i głośno a serce waliło mi z prędkością światła. Próbowałam się uspokoić ale mi to nie wychodziło.
-Doroth, co się stało?-spytał Chris kucając przy mnie
-On...On...-jąkałam się nie mgąc nic powiedzieć
Chris wstał i podszedł do okna.
-Widzisz go?-spytałam łamiącym się głose,
-Tak. Stoi tam
Podniosałm się czym prędzej z podłogi i stanęłam obok chłopaka. Wyjrzałam przez okno. Faktycznie, była tam. Stał przed bramą lecz po chwili odwrócił się i odszedł.
-Kto to był?-spytał Chris
-Nie wie. On mnie śledził a ...a potem zaczął mnie gonić.
-Powinnaś to zgłosić na policje.
-Przestań. Myśle ,że poprostu ktoś się zgrywa i tyle. Pewnie to był jakiś głupi żart i tyle.
-Kogo próbujesz przekonać? Mnie czy siebie? Bo widać ,że sama sobie nie wierzysz. Powinnaś iść na policje.
-Masz racje ale śpiesze się. Nie moge iść teraz.
-A co jeśli to się powtórzy.
-Jeśli się powtórzy wtedy powiedomie policje.Przysięgam.
Chłopak westchnął.
-Niech będzie. Dokąd idziesz ?
-Do Justina.
-Może cie podwioze ,co?
-Dobra-powiedziałam bo tak naprawde bałam się ,że ten facet gdzieś tam na mnie czeka.
Wsiedliśmy do samochodu chłopaka i podjechaliśmy te niecałe 400 metrów. Wysiadłam ,podziękowałam mu i ruszyłam w strone domu . Dopiero gdy Justin otworzył drzwi Chris pojechał.
-Cześć skarbie-przywitał się i pocałował za nim zdąrzyłam odpowiedzieć.
Wpoltłam mu ręce we włosy a on objoł mnie w pasie.
-Nie ślinić mi się tu-zawołał ktoś za Justnem.
Odsunełam się troche od chłopaka i spojrzałam w tamtą strone gdy Justin powiedział:
-Dziadkuuuu!
Zaśmiałam się , podeszłam do straszego pana i przywitałam się. Chwile później przywitałam się z resztą czyli z babcią Justina , z jego mamą , z jego tatą i z dziećmi jego taty . Większość zasiadła potem do stołu ale ja postanowiłam pomóc Pattie i babci Jstna w kuchni. Rozmawiałyśmy o różnych rzeczach dokączając robienie obiad.
-Justin dużo nam o tobie mówił-powiedziała babcia chłopaka
-Tak? A co?-spytałam z uśmiechem
-Oj dużo. On ciągle o tobie gada-zaśmiała się-Mówił jaka to jeseś mądra i ładna i ,że miła i wgl dużo rzeczy. No ale w każdym razie wszystko co mówił to prawda.
-Właśnie-poparła ją Pattie-Naprawde bardzo się cieszymy ,że Justin znalazł sobie taką dziewczyne. Gdybyś ty widziała poprzeie jego dziewczyny. Nie możesz się znimi równać , one nie dorastają ci do pięt.
-naprawde?-spytałam rumieniąc się
-Tak.
Jakiś czas później już wszyscy siedzieliśmy przy sole zajadając się pysznym obiadem. Wszyscy rozmawiali i śmiali się przez cały czas. Było naprawde fajnie. Gdy skończyliśmi jeść pomogłam troche posprzątać po czym poszłam do salonu dzie bawili się Jazmyn i Jaxon.Gdy usiadłam na fotelu dziewczynka podeszła do mnie.
-Dorothy?
-Tak?-powiedziałam biorąc ją na kolana
-A ty jesteś żoną Justina?-spytała. Nie powiem troche mnie zdziwiło to pytanie
-Nie
-A...a będziesz jego żoną?
-Ja...hmmm...nie wiem.
-Tak, będzie moją żoną-powiedział Justin siadając obok mnie i dając mi buziaka w policzek-Oczywiście jeśli ona się zgodzi
-A zgodziła byś sie?-dopytaywała Jazmyn
-Pewnie tak-wzruszyłam ramionami z uśmiechem na ustach
-Bo ja bym chciała ,żebyś się zgodziła.....A moge do ciebie mówić ciocia?
-Pewnie-uśmiechnełam się do niej
-A pobawisz się z nami ciociu?
-Tak. Już id....-wstałam i powiedziałam ale nie dkończyłam bo Justin mi przerwał:
-Idź , ciocia zaraz przyjdzie.
Wstał , objoł mnie w tali i przyciągnął jeszcze bliże do siebie. Pocałował mnie i spytał szepcząc mi do ucha:
-Gdybym ci się oświadczył powiedziała bys tak? Zgodziłabyś się wyjść za mnie?
-Zrób to to się dowiesz.
Klęknął przedemną
-Ale nie teraz głuptasie -powiedzałam ze śmiechem i trzepnełam go lekko w głowe po czym podałam mu ręke i powiedziałam-No chodź.
Pobawiliśmy się troche z dzeciakiami a potem wróciliśmy do reszty do salonu gdzie obejrzeliśmy wszyscy razem jakiś film a potem pogadaliśmy troche. Wybiła 21 więc postanowiłam wracać. Justin odprowdzał mnie do drzwi.
-Odwieźść cię?-spytał
Już chciałam powiedzieć nie kiedy wyjrzałam przez okno i zobaczyłam ...tego faceta ,który mne wcześniej gonił. Stał on z boku oparty o jedną z ych wysokich lamp co są na ulicy <chyba wiecie o co chodz>. Postnowiłam nie okazywać strachu.
-Jak byś mógł to tak-powiedziałam
-ok-powiedział i odwiózł nie do domu. Gdy znalazłam się wśrodku odrazu skierowałam się do mojego pokoju , zdjełam z siebie sukienke ,którą miałam na obiedzie i przebrałam się już w piżame i zeszłam na dół. Włączyłam telewizor , akurat leciała jakaś komedia. Poszłam jeszcze tylko sobie po coś do picia do kuchni. Wracając ze kubiekiem herbaty kątem oka patrząc na okno zauważyłam ,że coś się ruszyło przy bramie. Przyjżałam się dokładnie . Stał tam. Ten facet stał tam. Popatrzył się na mnie po czym odszedł a ja w szoku upuściłam kubek ,który rozbł sie o podłoge kalecząc mi prawą noge i przy okazji oblewając ją wrzątkiem. Upadłam jęcząc z bólu. Wziełam telefon i zadzwoniłam po Ann ,która zjawiła się po dosłownie minucie a ona potem zadzwoniła a policje. Pomogła mi usiąśc na kanapie i zaczeła wyjmować mi szkiełka z nóg ale potem zaraz zaczeła mi plewać noge zimną wodą mówiąc ,że tak się robi jak ktoś się poparzy a ja miałam pół nogi poparzonej. I to bardzo poparzonej. Po chwili przyjechała policja i pogotowie jak się okazało Ann ich wezwała. Opatrzyli mi noge i pojechali a policja przesłuchała mniie itakże odjechała. Ann stwierdziła ,że zostanie ze mną. Byłam tak zmęczona ,że odrazu poszłam spać.
Tagi: 23
29.08.2012 o godz. 17:34
ZMIENIŁAM TROCHE ROZDZIAŁ 21 . KONIECZNIE PRZECZYTAJ
___________________________________________________________
Walnęłam się na łóżko z wielkim uśmiechem.Zaśmiałam się i spwrotem usiadłam kiedy do pokoju wparował......
...Chris.
-Joł, joł, joł!!!-wrzasnął
-Elo.
Zaśmiałam się.
-Wiesz co ?-spytał
-No nie. A co?
Dziwnie porozglądał się na wszystkie strony czy nikogo tu nie ma po czym przybliżył się troche do mnie .
-Ja...chce...-szeptał po czym krzyknął-tańczyć.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu kiedy on tańczył śpiewając "sorry for party rocking".
-No dajesz ze mną-powiedział, podbiegł i pocągnął mnie za reke.
Wstałam i zaczęłam tańczyć. Po jakiś 5 minutach Chris na łóżko a ja obok niego.
-Ale się zmęczyłe-weschnął i spojrzał na nie po czym nie wiadomo czemu oboje wybuchneliśmy śmiechem. Spojrzałam na okno wychodzące na korytarz a tam tłumy ludzi.
-Chris chyba mamy fanów -powiedziałam ze śmiechem.
I wtedy usłyszeliśmy:
-Co tu się dzieje??!!
To był lekarz.
-Ymmm nic. To oni się gapią na nas-zaczął sie tłumaczyć Chris.
-Widziałem. Wymiatacie-krzyknął z śmiechem tak ,że aż się zdziwaiłam-ale teaz macie już iść. Panno Dickens już chyba się lepiej czujesz wiec możesz już wyjść ze szpitala. Najlepiej odrazu.
Wyszedł i zamknął za sobą drzwi a my znowu zaczeliśmy się brechać. Po 10 minutach ogarneliśmy się. Ubrałam się zabrałam swoje rzeczy i wyszliśmy na korytarz.
-Dobra to co robimy?
-Może najpierw znajdziemy Ann?
-Ann, tego chama i samoluba ,który nie chciał mi przynieść lodów do pokoju?!
-Tak. Ann
-No dobra. No to chodzmy po nią. Jest na parterze w lodziarni.
Szliśmy na dół schodami bo winda się popsuła. Chris nucił sobie jakąś tam melodyjke.Nie mogłam sobie przypomnień skąd ona była.
-Czekaj, czekaj. Czy to nie z Matagaskaru????-spytałam
-No może-powiedział
-HaHaHa ostatni raz jak to oglądałeś to przez tydzień mieliśmy mówić do ciebie król Julian.
-Pamiętasz to?-spytał zatrzymując sie
-No a czemu miała bym nie pamiętać?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Czy to znaczy ,że..... aaaaa pamięć ci wróciła-krzyknął
-No brawo Sherlocku-i ruszyłam przed siebie
-A ja nie wiedziałem
-Ty wielu rzeczy nie wiesz bo masz za mały mózg
-Yyyyy nie. On jes za duży i dlatego się gubie.
-Jak wolisz- powiedziałam chirając się gdy doszliśmy już do lodziarni.
Stanęłam w drzwach i krzyknęłam:
-Ann.Chodź ty chamie tu. Idziemy do parku.
-Nie drzyj się bo nas wywalą stąd-krzyknął na mnie no i nas wywalili
-Dlaczego nikt nas nie chce?Dlaczego wszyscy nas ciągle skądś wywalają.To niesprawiedliwe-Chris udwalał ,że rczy gdy ochrona wyprowadzała nas ze szpitala
Znaleźlismy potem Ann. Okazało sie ,że była na placu zabaw.
-No wreszcie cię znależliśmy. Chodź juz
-Ale ,że gdzie?-spytała Ann
-Do parku-odpowiedziałam
-A po co?-znów spytała
-A ja nie wiem i tyle-powiedzał i wzruszył ramionami-a teraz poprostu ruszcie te swoje jakże zacne tyłki i w droge.
Szliśmy rozmawiając śmiejąc się , wgłupiając czylirobiąc to co zawsze. To już chyba taki nasz zwyczaj. My dziemy i robimy z siebie debili , ludzie patrzą na nas jak na UFO a my mamy wtedy jeszcze większy ubaw.I tak przemierzamy wspólnie miasto z bananami a naszych pięknych mordkach.Ale najlepsze było to ,że w parku była grupa taneczna i prosiła o ochotników do tańca. Oczywiście odrazu się zgodziliśmy. Zespół ustawił nas na wyznaczonych miejscach i już o chwili usłyszelismy dobrze znaną nam piosenkę. "Wyginam śmiało ciało". Chwile potem zaczeliśmy tańczyć.Było super.Żebyście to widzeli, to było bezcenne. Ludzie zatrzymywali się patrzyli i klaskali a niektorzy kręcili nawet filmiki.Dlatego już po kilku minutach byliśmy sławni na YoTube. Nie mogłam ze śmiechu jak dowiedziałam się ,że juz o 5 minutach mieliśmy prawie 1000 wyświetleń.
-Dorothy-powiedział Chris-Patrz tam.
Odwróciłam się i zobaczyłam Justina stojącego jakieś 10 metrów przedemną. Zrobił kilka kroków w moją strone po czym stanął oddalony juz tylko o 2 metry i rozłożył niepewnie ramiona. Bezwachania ruszyłam w jego strone . Wpadłam w jego ramiona a on podniósł mnie i zaczeliśmy wirować. Wkońcu postawił mnie na ziemie ale ja i tak tkwiłam ciągle w jego uścisku i nie zamierzałam go puścić.
-Justin-szepnęłam
-Dorothy-wyszeptał mi do ucha po czym pocałował.
-Ooooo jakie to słodkie-powiedziała Ann
-Taaa aaż się wzruszyłem -powiedział Chris z ironią w głosie i wszyscy wybuchneli śmiechem
-Bieber, też tak umiem-znów odezwał się Chris tym razem z wilkim uśmiechem. I podszedł do Ann i powtórzył to co przed chwilą zrobił Justin. Usiedliśmy na ławce i zaczeliśmy gadać. Dopiero około 22 postanowiliśmy sie zbierać bo mieliśmy dalko do domów..
______________________________________________________
No. Takie troche prawie o niczym ale właśnie opracowywuje wcielenie tego ymmm jak to nazwać(?) , planu. No wiecie chodzi o to co pisałam w ostatniej notce o zmianie i wgl. Chodzi mi o to ,żeby historia miała jeden sensowny wątek a nie ,że poprostu opisuje ich normalne życie :) Myśle ,że rozumiecie, a jak nie to trudno ale ja musze już lecieć . Pa :*
Tagi: 22
26.08.2012 o godz. 16:16
ZMIENIŁAM TROCHE ROZDZIAŁ 21 . KONIECZNIE PRZECZYTAJ
Hej. Wiecie jak sie ciesze,że wkońcu tu jestem. To jest chyba jakoś tak 5 dzień od kiedy wrócił mi internet . No właśnie bo nie wychodziłam bo nie miałam internetu sami rozumiecie chyba. W każdym razie podczas mojej nieobecności tutaj olśniło mnie. Tak naprawde przyśniło mi się coś ale jak rano wstałam to wiedziałam ,że to musi być w moim opowiadaniu. Dlatego też nastąpiła mała zmiana w poprzednim rozdziale. Myśle ,że w najbliższych rozdziałach nie dowiecie się czemu zminiałam tamtą notke i co też takiego mi się przyśniło bo to się pojawi dopieropotem. Poprostu nie chciałam ,żeby to opowiadanie było nudne i ,żeby o coś tu chodził a nie ,że opisuje poprostu ich życie. Zdradze wam narazie tyle ,że wszystkie wypadki to nie przypadki ,że za tym wszystkim ktoś stoi. Ktoś kto chce zniszczyc i Justina i Dorothy. Czy mu się uda i kim ta wredna osoba jest dowiecie sie czytając dalsze rozdziały .
Pozdrawiam I-Love-My-Dream :****
PS: nasępny rozdział powinien się pojawić ju z za pare chwil
Tagi: takie tam
26.08.2012 o godz. 16:09
Dziewczyna była na maksa przerażona. A co jeśli mu się coś stanie ?-myślała.Razem z babcią i dziadkiem, Pattie i Jeremim <tata Justina> siedzieli i czekali na jakieś wieści. Nikt nie tracił nadziei , jednak wszyscy się bardzo bali. Nie chcieli uwzględniać czarnych scenariuszy <chyba wiecie o co chodz>.
♥ ♥ ♥
Liczyli na to ,że zdążą wylądować przed pierwszymi piorunami. Niestety. Piorun pierdalnoł dosłownie jakieś 10 metrów od nich, wszyscy aż podskoczyli. Panika wzrastała w błyskawicznym tempie<albo tępie ale chyba tamto jest dobrze , cholera nie wiem a sory nie chce mi się sprawdzać , no śpieszy mi się no>. Samolot wpadłw turbulencje i zaczął opadać w dół.Pasażerowie ,stewardessy, wszyscy wydawali z siebie okrzyki przerażenia.Tylko nie piloci, skupieni na swojej pracy,próbując bezpiesznie sprowadzić maszyne na ziemie a oprócz nich była jeszcze jedna osoba która nie krzyczała. 18-letni brunet. Justin... Siedział z zamkniętymi oczami i błagał w duchu by przeżyli. Bał się jak wszyscy , lecz doskonale wiedział ,że wydzieranie się nic nie pomoże.Byli coraz niżej a chłopak nerwowo zaciskał ręce na fotelu. Nagle poczuł lekkie uderzenie. Nie no co ja gadam . To był mocne pierdalnięcie a samolot sunął dalej przez pas lotniska. Niby wylądowali , niby powinni się cieszyć ale do choler suneli prosto na budenek lotniska.
-No to teraz już ze mną koniec-pomyślał Justin kiedy nagle maszyna wychamowała a chłopaka pchnęło do przodu. Naszczęście zapioł pasy bo inacze zarąbał by twarzą w fotel przed nim . Siedział nie pewnie nadal z zaciśniętymi oczami do momentu wktórym usłyszał klaskanie. Otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko. On także żaczął oklaskiwać pilotów.Potem jak każdy udał się wyjścia. Szli se normalnie wszyscy razem przez pasy na lotnisku myśląc ,że byli już bliscy śmierci. A tu się okazuje ,że to nie koniec. Wielki wybuch. To był ich samlot. Eksploja była ogromna. Wszyscy wylondowali na ziemi . Naszczęście byli już dość daleko. Wszędzie był dym. Nikt nie wiedział co się stało. Bali się podnieść z asfaltu. W powietrzu latały odłamki zniszczonej maszyny. Widać było oień a słychać krzyki tzn słyszeli je tylko inni ludzie bo uczestnicy tego wypadku nie ponieważ huk ich chwilowo ogłuszył.
♥ ♥ ♥ Oczami Dorothy ♥ ♥ ♥
Bliscy pasażerów z lotu....pilnie śledzili wszystkie informacje o samolocie . W tym i ja . Siedziałam na szpitalnym łóżku wgapiając się w ekran telewizoru. Leciały wiadomości, których nienawidze poprostu oglądać. Dla mnie to strata czasu , jakieś bzdury zawsze pieprzą ale co miałam zroić w tej sytuacji.Poprostu oglądałam czekając na jakieś wieści.
-Prosze państwa nadajemy wiadomość z ostatniej chwili-no nareszcie pomyślałam-Samolot o ,którym w ciągu tej godziny mówi się najwięcej wylądował-odetchnęłam z ulga , nieświadoma tego co ta kobita powie dalej-niesty chwile później maszyna wybuchła.
-Co?!-wydarłam się
-Naszczęście ludzie zdążyli się w miare oddalić.Miejmy nadzieje ,że nikt nie umarł-opowiedziała potem całą historie .
Zaklnęłam pod nosem. Nie wytrzymam , musze wiedzieć czy nic mu nie jest.Tylko skąd mam się tego dowiedzieć , skoro jestem popodłanczana do jakiś sprzętów ,cholernych rurek powbijanych mi w rece i tego całego badziewia. Lekarze napewno mnie nie wypuszczą , szybciej niż za dwie godziny. Tak mi powiedział ten doktor co tu był chwile temu. Kurde musze czekać dalej.
♥ ♥ ♥ Oczami Justina ♥ ♥ ♥
Pchnęło mnie na ziemie.
-Ok to było dziwne. Co tu jest grane?!-"mówiłem" w myślach.
Wyczaiłem ,że jest pełno dymu a w powietrzy latają kawałki...czegoś. Stwierdziłem ,że uciekanie stąd to głupi pomysł bo bym musiał się podnieść i jeszcze coś mnie pierdalnie . No to se leże kiedy nagle dostałem w łeb. Straciłem przytomność.Ocknełem się . Nie byłem już w tym samym miejscu. Leżałem w jakimś pomieszczeniu czy coś.
-A już wiem to wygląda jak budynek lotniska-pomyślałem próbójąc podnieść się do pozycji siedzącej. To było dziwne . Dookoła mnie tak samo jak ja przed chwilą leżeli ludzie . Nieprzytomni abo martwi. Nie wiem. Ukucnął koło mnie jakiś kolo.
-O ocknełeś się. Wynieśliśmy cię stamtąd-uśmiechnał się
Juz miałem ochote powiedzeć"Nie kurwa sam się teleportowałem po straceniu przytomności" ale się powstrzymałem z myslą ,że on chciał być miły i mi wyjaśnić jak się tu dostałem.
-No i sobie tu tak leżałeś nieprzytomny
-matko o za człowiek spostrzegawczy-pomyślałem
-Dobra to weź koc i idź tam pod ściane i usiądź , ok? Lekar do ciebie zaraz przyjdzie-powiedział i wskazał mi miejsce.
Tak jak mówił. Przyszedł lekarz. Powiedział że nic mi nie jest i ,że miałem szczęście , ale musze tu jeszcze troche posiedzieć bo nikogo nie mogą stad wypuścić.
Przytaknęłem i zamyśliłem się podczas gdy on poszedł.Postanowiłem zadzwonic. Bez dłuższego myślenia wykręciłem najpierw numer Dorothy.
♥ ♥ ♥ Oczami Dorothy ♥ ♥ ♥
-As long as you love me...love me...love me...
-Oooo cos dzwoni-wydarłam się rozglądając po całej sali.
Nie no ja to spostrzegawcza jestem-pomyślałam
-No odbierze ktoś ten telefon-spytałam a potem skojarzyłam ,że to mój telefon dzwonił. Zarąbałam Face Palm.
-Halo-odebrałam
-Cześć-powiedział słodkim głosem Justin. Już wiedziałam ,że się szczeży
-Jejku , Justin . Ty żyjesz-krzyknełam
-No. Przecież mówiłem ci ,że nic mi nie będzie. Myślałaś ,że kłamie?-spytał ze śmiechem
-Nie no gdzie. Ty zawsze jesteś prawdomówny.
-Tak właśnie-potwierdził poważnie , ale zaraz oboje wybuchneli śmiechem
-Tak na serio , to nie jest śmieszne , mogłeś umrzeć. Och Justin . Tak się martwiłam.
-Ale wiesz co....-powiedział nagle
-No co?-odpowiedziałam
-Już niedługo będe mógł wyjść stąd i przyjde do ciebie. Tylko prosze nie zrób do tego czasu nic głupiego. Juz i napędziłaśmi stracha z tą próbą samobójstwa.
Zapadła cisza.
-Przepraszam-powiedziałam wkońcu
-Nie . To była moja wina. Mogłem ci powiedzieć...
-Przestań już dobra? Zapomnijmy o tym ok ?
-To nie jest rozwiązanie...
-Prosze cię. Albo poprostu poczekaj aż wrocisz i porozmawiamy o tym później.
-Masz racje to nie jest rozmowa na telefon. Więc możemy na jakiś czas zapomnieć o tym. Tęsknie za tobą wiesz?-spytał
-Wiem-szepnęłam
-Posłuchaj już niedługo się spotkamy ok? Za jakieś dwie godziny a terazmusze kończyć. Pa ,kocham cie
-Ja ciebie też-powiedziałam i się rozłączyłam
Walnęłam się na łóżko z wielkim uśmiechem.Zaśmiałam się i spwrotem usiadłam kiedy do pokoju wparował......
_________________________________________________________
Dupa , dupa ,dupa. Słuchajcie miał być wcześniej to tu jakieś wykopy , podkopy , dziury i inne bzdury na ulicy kopi. Jakaś tej kurde kanaliza. Wczoraj do 5 nad raznem ogladalam horrory i kurde nie moglam zasnac potem cztalam przez godz blogi i wstalam o 8 no to teraz kurde mam. Jestem ledwo żywa a za chwile wyjeżdżam . No nic prykro mi ale mówi się trudno. Wy mówcie jaki ten rozdział jest i wgl. A ja naprawde przepraszam i musze juz leceć bo się śpiesze.
Tagi: 21
11.08.2012 o godz. 12:24
witam , witam <dobra troche zbyt powaznie wiec moze jeszcze raz > Siemaaa ludziska!!!! Jak jakas bardzo bystra osoba nie zauwazyla jest to informacja. bez urazy nie ?? lubie takich madrych ludzi jak np ty Aniu. Dobra zarcik wszyscy wiemy ze jestes bardzo madrownicza :D Przejde moze do rzeczy chodzi o to ze znowu jak to ostatnio ujelam "w huj dlugo nie dodawalam" . no coz lekkie problemy zdrowotne <yyy ale to dziwnie brzmi> . postaram sie by nn byla jutro ale zadnych obietnic. chcilalam tez powiedziece przeczytalam sobie ta moe opowiadanie i nie jestem zachwycona. jest takie sztywne potem dochodza tez wulgaryzmy ale no jakies takie .... myslalam nad zaczenciem od nowa nowej histori ale 3 wstrzymam sie i w nastepnych rozdzialach postaram sie pisac cala soba i pokazac wam jaka jestem naprawde. jesli mi nie wyjdzie wtedy zaczne nawa historie. tak wiec to juz chyba wszystko ... a nie chcialam przeprosic za bledy ktore na stowke tu sa ale mam wytlumaczenie :D. pisze z telefonu i poprostu tak jakos jest. nie chcialo mi sie ruszyc tych 3meterow by zasiasc przed kompem. no tera juz chyba skonczylam : D . do zobaczenia <mysle jutro pfff ja nie mysle ale okXD> buziaki <3
Tagi: INFO
07.08.2012 o godz. 23:28
Zanim nadjechało pogotowie nic takiego się nie działo jadnak gdy ratownicy dotarli Dorothy przestała oddychać. Jej serce zwalniało. Wszyscy robili co mogli jednak przez płuca dziewczyny jakiś czas w ogóle nie przelatywało powitrze. Oczywiście reanimowali ją dopóki nie zaczęła samodzielnie oddychać . Były to krutkie i płytkie oddechy. Jeden z lekarzy stwierdził ,że stan dziewczyny wrócił do normy albo raczej ,że jej stan zdrowia jest stabilny . Przetransportowali nie doszłą samobójczynie do karetki i zawieźli do szpitala. Jej babcia cieszyła się ,że dziewczyn żyje ale łzy same cisnęły jej sie do oczu. Co by było gdyby na czas nie przyjechało pogotowie , co jeśli ona nie dała by rady ze sztucznm oddychaniem a Dorothy by umarła. Myślała o tm cały czas w drodze do szpitala. Nie potrafiła zrozumieć czemu jej wnuczka tak postąpiła. Martwiła się też o to ,że blondynka może zapaść w śpiączke i już nigdy więcej ne obudzić się. Roztrzęsiona wysiadła z samochodu i podążyła do dużego budynku. Tymczasem Justin jak najszybciej wpakował się do samolotu na ,którego bilet zarezerwował Scooter . Nikt nie wiedział jakim cudem w ostatniej chwili zdołał go załatwić. Nawet jak sie jest sławnym to trudno kupić bilet w chwili gy zostaje 5 minut do odlotu. Nikt jednak nie pogrążał się w rozmyślaniu skąd on je wytrzasnął. Wszyscy bliscy chłopaka bardzo się przejmowali losem dziewczyny ,którą tak naprawde widzieli tylko kilka razy w życiu albo znali tylko z opowieści o niej, nielicząc oczywiście Pattie , która traktowała Doroty jak własną córke i widywała się z nią dość często i zamarwiała się o nią prawie tak samo mocno jak Justn.
♥ ♥ ♥
Chłopak siedzał w samolocie i myslał tylko o swojej dziewczynie. W jego głowie roiło sie od pytań. I nie zabrakło też obwiniania się o to wszystko.
-Czy nic jej nie jest? Ona gdzieś tam jest , napewno w szpitalu a ja nawet nie wiem czy uda się lekarzom ją uratować . A może ona nie zdążyła nic zrobić? Może nic jej nie jest? A co jeśli za te 5 godzin jak już tam będe okaże sę ,że ona nie żyje? Jeśl by się okazało ,że nie dało się jej uratować? Nigdy bym sobie tego nie wybaczył. To zawsze by mnie prześladowało bo byłaby to tylko i wyłącznie moja wina. Nie dałbym rady . Zrobiłbym to samo co ona . Nie mógłbym , nie potrafiłbym żyć bez niej. Bo bez niej jestem niczym. Ale nnie . Ona napewn zyje a ja musze przestać o tym myśleć.
Denerwował sie z minuty na minute coraz barziej. Gdyby tylko jej babcia , dziadek albo ktokolwiek odebrałby telefon od niego. Ale nikt tego nie zrobił chodź wydzwaniał dow szystkich bliskich dziewczyn za każdym razem słyszał to samo. "Cześć to a . Nie moge rozmawiać teraz więc zadzwoń późnie" itp. Miał nadzieje ,że już za niecałe 5 godzin będzie przy Dorothy i wytłumaczy jej ,że wcale nie jest z Seleną i ,że to tylko ustawka.
♥ ♥ ♥
Dziewczyna obudziła się po jakiś 4 godzinach. Uświadomiła sobie ,że nie udało się jej osiągnąć celu , przeżyła. Była wściekła na to ,że ktoś próbował ją uratować ale z drugiej strony chciała żyć i cieszyła się ,że nie umarła. To było dla niej chore. Okazało sie ,ze w pore zjawili się lekarze i zdążyli oczyścić jej krew z trucizny . Tabletek i alkocholu. To dlatego nie umarła. Gdyby zadziałali chwile póxniej już było by po niej. Do jej pokoju weszła jej babcia.
-Nie mam ochoty na kazania-odezwała się Dorothy jako pierwsza przerywając cisze
-Nie przyszłam tu po to-odpowiada
-No to po co tu jesteś ?! -warknęła
-Mogłaś umrzeć-mówi
-Nie rozumiesz do cholery ,że właśnie o to mi chodziło !!! To właśnie chciałam zrobć. Umrzeć. Ale nieszkodzi . Wyjde stąd i zrobie to jeszcze raz tyle ,że tym razem postaram sie bardziej -krzyczy nie zważając na to ,że to jej babcia inie powinna się do niej tak oddzywać
-Nie mów tak dziecko
-Ale taka jest prawda.
-Powiedz chociaż dlaczego?
-Przecież dobrze wiesz.
-Przez niego-wyszeptuje
-Nie przez niego. Przez miłość.
-To jedno i to samo chodzi ci o niego
-Nie. Nie rozumiesz. Kocham go i myślałam ,że on mnie też ale on ma już inną-odwraca wzrok i tępo patrzy na ściane podczas kiedy po jej policzku spływa samotna łza.
Starsza kobieta siada obok niej na łóżku przytula ją do siebie. Dorothy zaczyna płakać.
-Dziecko. To jest ustawka. To nie jest prawda. On kocha ciebie i tylko ciebie. Nikogo więcej. Nie potrafi żyć bez ciebie. Nam powiedział prawde . Miał powiedzieć i tobie ale postanowił poczekać. Miałaś odzyskać pamięc a on miał zerwać z tą Seleną i ogłosić światu ,że to ciebie kocha. Scooter kazał mu tak udawać z tą Gomezową do czasu aż sobie wszystkiego nie przepomnisz-szepcze jej na ucho
-Naprawde?-pyta przez łzy
-Tak-potwierdza szeptem po czym obie słyszą dzwonek telefonu-a właśnie to twój telefon-mówi i wyciąga z torby iphona dziewczyny.Patrzą na wyświetlacz gdzie pokazuje się zdjęcie Justina.
-Odbierz-mówi Helen
-Nie. Nie moge-płacze jeszcze bardziej
-No odbierz-nalega po czym dodaje-bedzie sie niepotrzebnie martwił
-No to ty odbierz-wciska zieloną słuchawke i rzuca telefon do swojej babci
-Nie ty go odbierz-mówi już poirytowana całą tą sprawą.
-Prosze cie. Ty odbierz.
Wkońcu kobieta ulega.
-Halo? .... Wszystko w porządku....Tak, nic jej nie jest.... Nie wiem , chyba nie chce z tobą rozmawiac.... Tak , wytłumaczyłam jej już wszystko....Sam ją zapytaj-mówi i na siłe wciska wnuczce telefon a ta posyła ej mordercze spojrzenie ale jednak bierze go do ręki i przykłada do ucha. Serce wali jej jak młotem. Znacznie przyśpiesza pikanie urządzenia podłączonego do niej. Momentalnie robi jej się gorąco.
-Dorothy-szepcze Justin , bierze głęboki oddech-To nie tak jak myślisz. To tylko ustawka a Selena to... to wredna dziewczyna ,której szczeże nie nawidzei nie otrafi zrozumieć ,że tak naprawde jej nie kocham. Moje serce należy do ciebie....-mówił by dalej ale ucisza go Dorothy i mówi:
-Babcia mi wszystko owiedziała.
-Jesteś na nie zła-zauważa-Ale uwież ja naprwde nie chciałam. Nawet nie wiesz jak się bałem...
-Nie jestem zła-mówi
-Przecież słysze.
Zapada głucha cisz między nimi.
-Prosze nie rób nam... nie rób mi tego więcej-szepcze-Nie poradził bym sobie bez ciebie-wyznaje-Jesteś dla mnie wyszstkim.
Dziewczyna szlocha .
-Tęsknie za tobą-wydusza z siebie wkońc
-Ja za tobą też. Ale lece już do ciebie kochanie . Będe za jakieś pół godziny , wtedyporozmawiamy ale prosze cię nie rób do tego czasu nic głupiego.
-Nie zrobie.
-Przysięgnij-nalega
-Przysięgam
Wtedy przerywa im głos kobiety. Dorothy domyśla się ,że to stewardessa .
-Wystąpiły małe komplikacje. Podwozie nie chce się wysunąć więc musimy przystąpić do lądowania awaryjnego.Piloci muszą czekać aż skończy się paliwo by uniknąć ewentualnego pożaru lub nawet wybuchu , niestety nadchodzi w naszą strone potęzna burza ,która troche utrudni to wszystko. Prosimy pasażerów o zachowanie spokoju , pozostanie na swoich miejscach izapięcie pasów oraz wyjączenie wszyskich urządzeń elektrycznych.
-Justin-Dorothy płacze do słuchawki
-Nie płacz.Posłuchaj musze teraz wyłączyć telefon ale nie martw się . Wszystko będzie dobrz. Obiecuje. Zobaczysz , za niecałą godzinke będe u cibie. Kocham cię-mówi szybo ale spokojnie
-Ja ciebie też -odpowieda dziewczyna.
Chłopak chodź strasznie się boi musiał okazać spokoj . Nie chciał ,żeby się niepotrzebnie martwiła ale domyśla się ,że to nie przyniosło większych skutków i tak jednak mówi sam do siebie" Wystarczy ,że tylko ja teraz jest śmiertelnie przerażony".
____________________________________________________________
Wiem, wiem. Co to ma kurwa być?! Nie pisałam nic w chuj długo ale myśle ,że mi wybaczycie. Mam wrażenie ,że jakiś taki krutki jest ale jak patrze to normalny , więc już sama nie wiem. Są wakacje i aż dziwne ,że nie mam czasu. Postaram się następny dodać szybko ale nie obiecuje.
Tagi: 20
02.08.2012 o godz. 17:14
Ruszyłam schodami na góre podczas kiedy babcia zasiadła na kanapie obok dziaka. Nie miałam zamiaru do nikogo dzwonić. Weszłam do swojego pokoju. Zakluczyłam drzwi. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Płakałam jak dziecko a łez nie było końca. Nie mogłam uwierzyć w to wszystko, nie chciałam w to uwierzyć. Sięgnełam po laptopa. Weszłam na pierwsza lepsza strone potkarską, chciałam się upewnić. Tak naprawde wiedziała ,że to wszystko to prawda ale jednak jak głupia próbowałam sobie wmówić ,że jest jeszcze jakaś nadzieja ale jej nie było. W internecie aż huczało od plotek o nowej parze Nowego Jorku. Wszysko jak dla mnie było jedno znaczne. Miał nową dziewczyne. Zrzuciłam laptopa z kolan . Spadł na ziemie i roztrzaskał się. Tak na serio to miałam to w dupie. Poderwałam się z miejsca i chciałam iść, gdziekolwiek ale z drugiej strony nie chciałam wychodzić z pokoju. Poszłam do łazienki. Oparłam sie o ściane i osunęłam po niej. Siedziałam na zimnych kafelkach. Rozpłakałam sie jeszcze bardziej choć przed chwilą myślałam ,że to nie możliwe. Mój wzrok padł na mały stoliczek stojący obok. było tam dużo rzezy lecz ja sięgnełam tylko po jedną. Żyletka. Pomyślałam ,że będzie mi lepiej.Przyłożyłam do natgarstka.
-Zrób to -krzyczało moje pęknięte serce za to mózg krzyczał:
-Nie rób tego.
-Idź za głosem serca-powiedziałam na głos i już maiłam to zrobić ale jednak odpuściłam sobie. Odrzuciłam jak najdalej to cholerstwo od siebie. Postanowłam wykorzystać inny niezawodny sposób na poprawienie chumoru. Wstałam z podłogi , wkroczyłam do pokoju gdzie panował juz półmrok było już około 20, sięgnęłam do tajnej skrytki ,wyciągnęłam dwie buteli i wróciłam na moje dawne miejsce w łazience po drodze zamekając drzwi na klucz. Te dwie butelki spoczeły obok mnie. Tak to była wódka. I jakoś to wszystko szło , łyk po łyku aż się jedna flasza zrobiła pusta.
-Oj,Dorothy , Dorothy . Chyba alkochol dzisiaj nie zatopi twoich smuków. Byłam już nieźle upita. Moją wzrok ciągle kierował się na pudełko z tabletkami stojącym na tym samym stoliczku gdzie wsześniej leżała ta żyletka. Z całych sił próbowałam odwrócić swoją uwage od niego. Wstałam z podłogi i chciałam wyjść z tej głupiej łazienki jak najdalej odtych gównianych tabletek. Zaczęłam szarpać drzwi ,które za nic nie chciały się otworzyć. Usiadłam dalej cały czas pogrążona w płaczu. Myśląc na przemian to o Justinie to o tych tabletkach. Wkońcu chwiejnym krokiem podeszłam i chwyciłam to pudełko. Wysypałam małe pigułki na ziemie. Wtedy już wszystko robiłam jak w transie. Wyciągnełam nawet tego nie świadoma telefon i wybrałam numer Jusina.
-Halo-odebrał nie wiedząc kto dzwoni.
SZlochając wydusiłam się:
-Wiesz Justin pamięć mi wróciła . Ale nie martw się niczego ci nie popsuje . Możesz być sobie dalej z tą swoją Selenką to już koniec , koniec mnie-i rozłączyłam się. Czym prędze zaczęłam pakować taletki do buzi popijając wielkimi łykami alkoholu. Położyłam się na płytkach i dopiero do mnie dotarło co się właśnie stało .
-Boże , co ja zrobiłam ??!!-krzyknęłam najgłośniej jak umiałam i pogążałam się w coraz to większej rozpaczy, rycząc najgłośniej jak sie da i rzucając po podłodze . Wtedy na stąpiła ciemność przed moimi oczami.
__________________♥ ♥ ♥ Oczami Justina ♥ ♥ ♥______________
-Dorothy...To nie tak.. pii pii pii.... Kurwa rozłączyła się-krzyknęłem-Co ja narobiłem??!!
Zerwałem się , chwyciłem bluze , wykręciłem numer babci dziewczyny i powiedziałem jej wszystko po czym szybko wybiegłem z domu wołając:
-Scoot!!! Scoot!!! Kurwa Scooter gdzie jesteś??!!-i szukajać go po całym domu. Wkońcu znalazłem go w ogrodzie.
-Cholera wołałem cię , głuchy jesteś czy co ?!-wydarłem się na niego
-Ale po co się tak drzesz? Pali się gdzieś?
-Tak. Stary ,Bilety. Rezerwuj bilety na samlot !!! Szybko-ciągle krzyczałem.
________________♥ ♥ ♥ Oczami Helen ♥ ♥ ♥_________________
<babcia Dorothy>
Bardzo wystraszona pobiegłam z mężem do góry. Zamknęła drzwi więc zaczeliśmy walić pięściami w nie i wołać dziewczyne po imieniu. Wkońcu Andrew <dziadek Dorothy> wyważył drzwi. Rozglądaliśmy się nerwowo po jej pokoju w którym jednak nie było blondynki.
-Łazienka-krzykneli równoczesnie i rzucili się na drzwi właśnie od tego pomieszczenia ,które także zostały wyważone. I znów zaczeliśmy się przerażeni rozglądć po pomieszczeniu lecz tym razem znaleźliśmy ją. Leżałam tam , na podłodze , nieprzytomna. Rzuciłam się w jej kierunku ze łzami w oczach i sprawdziłam puls. Żyła. Andrew wezwał pogotowie.
-Dziecko, co ty narobiłaś?-szepnełam i przytuliłam się do niej płacząc.
__________________________________________________________
Taki jakiś.... i wgl dużo błędów pewnie jest ale nie mam już więcej czasu , dodawałam tak na szybko. Postaram się bardziej następnym razem . Kocham was ♥
Tagi: 19
25.07.2012 o godz. 22:23
Padła jej bateria w telefonie. <I tu was mam XD> Nie przestając iść analizowała jego słowa.
-Kocham Cię , Kocham Cię-ciągle krążyło to w jej głowie.
I to właśnie w tym momencie stało się coś bardziej nie przewidywalnego niż padnięta komórka. Dziewczynie jakby odjeło wzrok. Nie widziała już brudnego chodnikaktórym szła , czuła się jakby oślepła tyle ,że nie miała przed oczami ciemności. Widziałą tyle ,że coś innego niż miejsce w którym była. Tak jakby znalazła sie pod drzwiami od swojeg domu , była noc . Naprzeciwko niej stał Justin. Zdezorientowana patrzyła na niego a gdy wypowiedziała jego imie on jakby jej nie słyszał . Pocałował ją . Stała w bezruchu nie wiedząc co jest grane wtedy chłopak powiedział:
-Nie czujesz do mnie tego samego co ja do ciebie, prawda ?
Wtedy scena się "rozmyła" i znów przybrała krztałtów lecz już na coś innego. Leżała na szpitalnym łóżku patrząc w czekoladowe oczy Justina.
-Hmmm . Może dlatego ,że cie kocham-krzyknął a dziewczyna zaraz znów "była" w innym miejscu. Tym razem stali pod jakimś wysokim budynkiem.Trwała w uścisku z cłopakiem , z jej oczu ciekły łzy .
-Kochasz mnie?-spytał niepewnie
-Tak-wyszeptała chodź nawet nie planowała się odezwać.
Teraz siedziała na łóżku na kolanach Justina a on mówił jej jak bardzo ją kocha, następnie byli w parku gdzie także szepatł jej do ucha podobne słówka. Takich scen i obrazów było dużo więcej . Pod koniec zrozumiała ,że we wszystkim chodzi o to ,że chłopak wyznaje jej miłość ale nadal nie wiedziała skąd to się wzieło w jej głowie. Przeżywała deja-vu widząc to wszystko. To było ....jakbym widziała coś po raz drugi ale od ostatniego czasu o tym zapomniałam a teraz widząc to przypomniała sobie że to już widziała. wkońcu zdołała tak naprawde otworzyć oczy bo były one zaciśnęte. Wydawało jej się ,że to wszystko trwało bardzo długo jednak naprawde nie trwało to dłużej niż 1 sekunde. Jakby czas się zatrzymał. Czuła się zdezorientowana, zagubiona i wystraszona. Sparaliżowało ją na dłuższą chwile. Nie umała sobie poukładać tego wszystkiego w głowie.Poczuła zimne krople uderzaące w nią. Padało coraz bardzie a dziewczyna nareszcie ruszyła się z miejsca.Na nibie zbierało się coraz więcej ciemnych chmór ,które nie zapowiadały nic dobraego. Dorothy postanowiła nie dac się deszczu i nie zrezygnowała ze swojego spaceru . Brneła dalej przemoczona juz do suchej nitki. Wtedy walnął piorun a blondynka odrazu zmądrzała i zawróciła. Tuż za nią zza rogu wyłonili się jacyś pijacy. Cały czas szli za nią i wołali:
-Ślicznotko chodź tutaj-z głupawymi uśmiechami.
Przerażona dziewczyna przyśpieszyła. Zgubiła tych żuli jednak chwle potem nie zauważyła jakiegoś cholernego kamyka i sie o niego wypierdoliła. Zaklnęł pod nosem lecąc na glebe. Stało się jeszcze coś , znów zabrało jej jak dosłownie 15 minut temu wzrok i jak rzed chwilą zaczeło pokaywać jej różne zdarzenia. Od pierwszego zdarzenia które wcześniej pamiętała aż do moment gdzie zorientowała się ,że w strone jej i Justina jedzie auto. Tym razem jednak temu zdarzeniu nie towrzyszył lęk . Już się nie bała i nie była też oszołomniona. Tym razem to nie były takie sobie obrazy. Już wiedziała co to jest. To były wspomnienia. Wrócił do niej . Wszystkie. Dziewczyna była taka szczęśliwa ,że mogła by się tarzać w błoce z tego mokrego i brudnego chodnika lecz jeszcze bardziej zaczęło grzmieć. Troche przestraszona burzą i na maksa szczęśliwa z odzyskania pamięci wróciła pędem do domu i wparowała d nieg jak huragan. Zaraz naskoczyła na nią babcia.
-Dziecko , jak ty wyglądasz ?! Wgl to wiesz ,która godzina? Martwiliśmy sie. Masz coś na usprawiedliwienie?
Dorothy wypowiedziała tylko jedno słowo , które naprawde wyrażało więcej niż 1000 słów.
-Pamiętam.
Kobieta dobrze wiedziała co to miao znaczyć ale jeszcze zapytała by się upewnić:
-Pamięć wróciła?-a gdy Dorothy pokiwała głową szczęśliwe przytuliły sie do siebie.
-Och. Kochanie-westchnęła jakby z ulgą babcia dziewczyny głaszcząc swoją wnuczke po plecach. Wtedy wzrok Dorothy padł na telewizor wiszący na ścianie w salonie. Na ekranie pojawił się Justin i zaczął opowiadać jaką to ma świetną dziewczyne. Zdziwiona patrzyła i słuchała dle. Nie wiedzała co mśleć.
-Może mówi o mnie ?-krążyło jej w głowie
Lecz na koniec kobieta prowadząca ten wywiad powiedziała:
-Tak więc Justin życzymy ci dużo szczęścia i niech uczucie zwane miłośca trwa już na zawsze pomiędzy tobą i twoją dziewczyną, Seleną Gomez.
Sparaliżowało ją.
-Przecież jakieś pół godzny temu mówił mi ,że mnie kocha -pomyślałam a z moich oczy wyciejł strumień łez.
-Czemu płaczesz?-spyatała się starsza kobieta
-To łzy szczęścia-skłamała-moge iść zadzwonić do znaomych?-spytała się ledno trzymając sie na własnych nogach. Była w rozsypce.
-Jasne-zgodziła się .
Przez to jedno głupie słow babcia Dorothy mogła sprowadzić nieszczęście. Spowodować śmierć nie jednej a dwóch osób. Czy tak się stanie?
_____________________________________________________
Luuuubie tak kończyć rozdziały. Sami się domyślcie co będzie dalej. Powodzenia :D A i jeszcze jedno. Gdybyście chcieli być informowani o nowych rozdziałach, albo gdybyscie chcieli spytac sie o coś , pogadać czy powiedzieć co wam się podoba tutaj a co nie to piszcie na nr gg : 44011713 . Mój numer gg jest też zapisany pod awatarem. Do następnego ♥
Tagi: 18
24.07.2012 o godz. 19:09
-Za pół godziny możesz już wyjść-powiedział lekarz
-Naprwde ? -spytałam
-Tak. Nic ci nie jest więc nie wiedze przeszkód. Spokojnie możesz wracać do domu. Wiec jak mówiłem za pół godziny na dół po wypis.
-Super-powiedziałam ale tak napawde było mi to obojętne.
-To weź ubieraj się -powiedziała moja babcia. Przynajmniej tak mi mówili ,że to moja babcia ale kto to wie.
________________________♥ ♥ ♥______________________________
Dorothy i Justin czekali w hali odlotów na lotnisku w Los Angeles. Chłopak miał ją opuścić. Miał lecieć na dłuższy czas do Nowego Jorku gdzie czekało go kilka koncertów.On był bardzo smutny , wiedział ,że będzie tęsknić za Dorothy ona jednak nie przejeła się zabardzo jego wyjazdem. Nic nie pamiętała i czuła się troche zagubiona . Przyszła w to miejsce tylko dlatego ,że babcia jej kazała no i może też dlatego ,że w głębi serca lubiła spędzać czas z tym cłopakiem. Czuła się teraz troche zmieszana bo nie wiedziała co ma zrobić. Gdy nadszedł czas pożegnania jeszcze bardziej się zdenerwowała. Sama nie wiedziała czemu. Tak już poprostu było. Justin przytulił ją powiedział ,że będzie tęsknić. Z jego oczu wypłynęła łza ,którą szybko otarł rękawem swojej czarnej bluzy. Spojrzał w niebieskie oczy dziewczny. Mimowolnie z jej oczu też wypłynęły łzy.On uśmiechnął się i powiedział:
-Kocham cię . Pa.
Brunet poszedł a blądynie zrbiło się gorąco. Powiedział jej ,że ją kocha. Najej twarzy zagościł uśmiech. Cieszyła się z nie znanej dla nikogo przyczyny.
_________________________♥ ♥ ♥_____________________________
Tak naprawde nie wiedziałam kim dokładnie jestem i to mnie najbardziej wkurzało.Co prawda jakieś tam wspomnienia wracały. Ale było to zdarzenia z czasów kiedy żyli moi rodzice. Z czasów kiedy mieszkaliśmy w Polsce. Mało tego te wspomnienia była takie ....hmmmm nie wyraźne . Bardzo chciałam sobie przypomnieć. Bardzo. Ale nie szło mi to najlepiej. Minęły dwa tygodnie od kąd opuścił mnie Justin. Prawda była taka ,że tęskniłam za nim. Ale miałam też innych bliskich. Codziennie przez te 21 dni od wyjścia ze szpitala ktoś mnie odwiedzał. Spędzałam wiele godzin ze swoimi przyjaciółmi ,których tak naprawde też nie pamiętała. Ich twarze zdawały mi się znajome ale nie umiałam ich przypasować do imion i nazwisk. Poznawałam tylko Ann, Chrisa i Martyne którzy prawie wgl mnie nie opuszczali. Szczerze to cieszyłam się z tego.
__________________________♥ ♥ ♥__________________________
Tego dnia u Dorothy była Ann. Świetnie się razem bawiły. Nie było oprócz nich nikogo więcej w domu więc mogłu robić co chciały. Zaczęło się od niby niewinnego chlapnięcia wodą. Potem już blądynka biegała po domu z wężem ogrodowym próbując oblać uciekającą brunetke. Śmiały się jak nigdy. Zalały prawie cały dom i były z siebie zadowolone póki nie przyszedł czas na sprzątanie. Musiały powycierac całą podłoge w całym wielkim domu Dorothy.
Gdy skończyły doprowadzać dom do porządku usiadły na leżakach ustawionych koło basenu. zaczęły plotkować i obgadywać różnych ludzi. Ann opuściła dom Dickensów późnym wieczorem albo wczesną nocą . W każdym razie była to północ. Dorothy wiedziała ,że jest późno ale czuła ,że musi się przejść. Od dłuższego czasu chodziła na spacey. Wszyscy myśleli ,że ona poprostu chce pobyć sama albo się przewietrzyć ale onamiała zupełnie inny cel. Na siłe próbowała sobie coś przypomnieć. Przechadzając się uliczkami miasta ,które przed amnezją znała jak własną kieszeń. Podziwiała miejsca i rzeczy próbójąc sprzywołać jakiekolwiek wspomnienia. Wyszła więc jak to od niedawna było w jej tradycji na ten spacer. Nagle usłyszała dobrze znaną jej melodie piosenki "As long as you love me" (piosenka pod rozdziałem), którą kochała.
-Halo?-odezwała się.
-Czeć Dothy. Co u Ciebie?-spytał dobrze znany jej głos Justina.
-Dobrze.
-Tęsknie za tobą-powiedział
-Ja za tobą też-przyznała szeptem dziewczyn
Rozmawiała jeszcze troche z chłopakie m a pod koniec piosenkarz pożegnał sie z nią i jak zwykle powiedział ,że ją kocha . Wtedy stało się coś czego nikt się nie spodziewał...
________________________________________________________


Piosenka dla Ani:D
Jeśli czytasz prosze skomentuj . Poprostu chce wiedzieć ilu was jest i czy warto dalej pisać :D Wziałam się w garść i myśle ,że nn będzie już nie długo . Do następnego.
Tagi: 17
22.07.2012 o godz. 17:05
Ciemność była wszędszie. Coś jakby spychało mnie w dół ale ja się nie poddawałam. Jak gdybym wspinała się na coś ,próbowała się wydostać, uciekała w strone światła, ale przed czym? Przed śmiercią? Czy przed nią da się uciec? No właśnie co jeśli nie można przed nią uciec? Co ja wtedy zrobie ? Chyba ,że może poprostu narazie nikt tego nie zrobił i dlatego ucieczka przed nią stała się jedną wielką niewiadomą ? Może zrobie to pierwsza , uciekne przed śmiercią , oszukam przeznaczenie bo tak właściwie to musze to zrobić.Bo czuje ,że to jeszcez nie mój czas. Że jeszcze nie moge umrzeć. Że potrzebują mnie inni ludzie. Że musze żyć. Wiedziałam też ,że gdzieś tam jest pare osób które też nie chcą mojej śmierci. Babcia , dziadek ,Justin, Ann, Martyna , oni byli dla mnie ważni a ja byłam ważna dla nich, albo raczej oni SĄ dla mnie ważni a ja JESTEM ważna dla nich i dlatego nie moge się poddać. Chociaż gdybym to zobiła może zobaczyła bym rodziców. Tęsknie za nimi.Coś jednak mówiło mi ,że moje miejsce jest na ziemi i to tam musze wracać.Nie moge tracić wiary , nadziei na życie i to o nie musze walczyć. Liczył się tylko teraz i tutaj. Musze wygrać , poczuć smak zwycięstwa i żyć jak dawniej.W końcu udało się , wygrałam , niestety los chciał czegoś innego niż mojego powrotu do dawnego życia. Prawdopodobnie chciał żebym zaczeła je od nowa i może właśnie dlatego zrobił to co zobił? Może tak a może nie. Nie umiem powiedzieć czy moje rozważania są słuszne lub zgodne z prawdą. To poprostu moje myśl...
♥ ♥ ♥
Otworzyłam oczy.Poraziło mnie to światło.Zamknełam i otworzyłam je ponownie Obleciałam wszystko dokoła wzrokiem. Leżałam na łóżku. Po lewej stronie szafka nocna a za nią biała ściana z wielkim oknem z widokiem na miasto , naprzeciwko były drzwi od pokoju a z prawej krzesła i takie tam stołki. Nie były wolne. Siedzieli na nich ludzie. Pięć osób.Młody chłopak i dwie w jego wieku dziewczyny, starszy pan i starsza pani. Odrazu rzucili się by być jak najliżej mnie.
-Jak się czujesz ?
Nie odpowiedziałam.
-Boli cię coś? Jeśli tak to normalne ale musisz powiedzieć to przyniosą ci leki.
-Gdzie jestem?-spytałam
-No jak gdzie . W szpitalu.-odpowiadziała ta pani jak by to było oczywiste A moim zdaniem nie było.
-A wy? Wy kim jesteście?-po chwili dodałam szeptem-A kim ja jestem ?
-Ty i te twoje żarty.Prosze powiedz ,że żartujesz.....-poprosił chłopak
♥ ♥ ♥
Przyszedł lekarz. Zbadał mnie potem wypytał o tą pamięć. Po chwili namysłu powiedział:
-Myśle ,że to amneza.
-Co?-pobladł ten ładny brunet.
No bo to trzeba mu przyznać ,że był ładny, nawet bardo.Te oczy , te włosy , ten uśmiech nie mówąc o reszcie :D
-Niestety taka jest prawda
-Ile to może potrwać ?
-Tego nie można przewidzieć. U jednych trwa jeden dzieć u innych rok a jeszcze u innych całe życie.-chłopa już biały jak ściana poderwał się ze szpitalnego krzesła i poprosu wyszedł a lekaż spojrzał tylko na niego zdziwiony i kontynuował- To zależy od tego jak poważne było obrażenie głowy ale w tym wypadku nie można tego powiedzieć ponieważ nie ma żednych śladów po jakichkolwieg uszkodzeniach głowy czy samego mózgu. Wszystko jest w porządku a jednak wystąpił zanik pamięci. Nie potrafimy rozgryść tej zagadki , amnezja w tym przypadku nie powinna wystąpić dlatego myśleliśmy z początku ,że to może przyczyna jakiejś chorby na ,którą pacjentka chorowała wcześniej ale senk w tym ,że nie chorowała . Jest i była zdrów jak ryba.
♥ ♥ ♥
-Ok. To zacznijmy od początku. Ja jestem twoją bacią , mam na imie Helen . To twój dziadek Andrew. To Ann a to Martyna twoje dwie najlepsze przyjaciółki. Oprócz tego przyjaźnisz się jeszcze z takim chłopakiem Chrisem ale on nie mógł cię odwiedzć bo nie ma go w mieście-tłumaczyła i wkazywała kolejno ko jest kim-Oczywiście masz wielu innych znajomych ale nie pomieścili by się tu.
-A ten chłopak ? Ten co wyszedł?
-To Justin. Twój chłopak.Nie przejmuj się tym ,że poszedł , za chwile mu przejdzie i wróci.
♥ ♥ ♥
(dobra słuchajcie nie chce mi się pisać pełnych imion więc : J=Justin, D=Dorothy, A=Ann, M=Martyna, B=babcia , D=dziadek .Chyba wiecie o co chodzi)
M-A pamiętasz ja poznałaś Ann?
A-Albo jak Martyne, jak Justina ,jak Chrisa?
A-Jak Martyna ukradła Justinow buta?
J-Jak Ann zaklinowała się w pasach samochodowych?
M-Jak pierwszego dnia szkoły ja i Ann trafiłyśmy do dyry?
J-Jak Chris zgubił nad morzem ciuch i jak przez pół mista wracał do domu w samych gaciac ?
A-No i jak on wpadł do rowu?
M-I jeszcze jak spadł z rampy w skateparku ?
A-Jak ja wjechałam BMX w krzaki?
M-Jak lepiłyśmy sobie hłopaków ze śniego?
J-Jak wmawiałyście dziecią ,że umiecie latać i ,że macie skrzydła?
B-Jak spadłaś z drzwa?
M-Jak z Sophi rozpalałyśmy ognisko z kredek?
A- Jak miałyśmy swój własny świat zmyślony ?
A-Jak Lori uczyła cię tańczyć na środku ulicy?
D-Jak się upiłyście i zasnełyście przed domem na wycieraczce bo kluczy do domu nie miałyście ?
M-Jak zabijałam komary miotłą?
A-Jakrzucałyśmy kto dlaej miotłą?
J-Jak zostałaś porwana ? Jak cię uratowałem ? Jak się pokłóciliśmy się , jak polecoiałaś do Polski a ja za tobą tylko po to żeby cię przeprosić, jak sie pogodziliśmy, jak sie całowaliśmy pierwszy raz a właściwie to drugi bo za pierwszym uciekłaś, jak powiedziałem ,że cie kocham i wreszcie jak jechało na nas auto a ja skoczyłem i uratowałem i życie ale peh chciał ,że uderzyłaś mocno głową i właśnie dlatego masz teraz amnezje ?
Takie i podobne pytania sypały się lawinami. Niestety na każde z nich odpowiadałam "Nie" albo oprostu kręciłam głową.
___________________________________________________________
Witam. sory że dawno nie dodawałam . Pisałam już rano ale nie zdążyłam dokończyća jechałam dziś do kina wię sami wiecie .
Po pierwsze : wróciła Ania . Nie wiadomo czy się cieszyć czy płakać bo ona teraz będzie truła o nowe rozdziały. Z drugiej strony może będzie mnie mobilizować i będe dodawać częściej rozdziały. Powtarzam móże , nic nie obiecuje.
Po drugie: Jak widzicie zmienił się trochewystruj tej strony. Tak mi się bardziej podoba , nie wiem jak wam. Jak by ktoś się zasatnawiła dlaczego w tle jest nie tylko Justin ale też Taylor Swift to przypominam ,że główna bohaterka (Dorothy) właśnie tak wygląda.
Nie wiem kiedy będzie nn bo jutro pewnie nie zdąże a w piątek mam urodzinki i nie wiem co będe robiła. No to na tyle . Pa kochani <3
Tagi: 16
18.07.2012 o godz. 21:23
Chłopak odwrócił się do niej twarzą ...
-Cześć -przywitał się
-H h h hej j ju ju justin-jąkała się zszokowana.
-Dorota!!!(nigdy nie mówiła mi Dorothy tak jak prawdziwi miałam na imie) Nie mogłaś mi powiedzieć?!-krzykneła po Polsku
-No przepraszam.Nie mogłam się oprzeć.Ale twoja mina była bezcenna-powiedziałam ze śmiechem.
Gadaliśmy i gadaliśmy .Za oknami zrobiło się ciemno a na zegarku wybiła późna godzina ale my nie kończyliśmy naszego spotkania, cały czas świetnie się bawiłam niestety byłam bardzo zmęczona i zasnełam oparta o Justina podczas gdy oni nadal prowadzili jakąś tam rozmowe.Śniłomi się ,że idziemy z Justinem za ręke...chodnikiem z jakimiś walizkami. Wydaje mi się ,że byłam szczęśliwa. Cały czas uśmiechnięta. Już nie pamiętam dokładnie co dokładnie tam było ale wkońcu przechodziliśmy przez przejście dla pieszych. Usłyszałam pisk opon i ujrzałam samochód jadący z dużą prędkością w naszą strne. Niestety nie zdążyłam zaragować, nie zdążyłam zrobić nic więcej niż krzyknąć . Potem poczułam ból jak by to było naprawde . Miałam ciemno przed oczami i cierpiałam , wszystko mnie bardzo bolało , usłyszałam potem już tylko sygnał nadjezdzającej karetki.Ocknęłam się zalana potem w swoim pokoju.
__________________Oczami Justina___________________________
Rozmawaliśmy długo , nawet bardzo. W pewnym momencie zauwarzyłem ,że moja dziewczyna już śpi.
-Pewnie jesteś już zmęczony, a Dorota już zasneła więc ja już pójde-odezwała się Ola , wstając i podchodząc dodrzwi.
Miała racje byłem naprawde bardzo zmęczony .
-To do zobaczenia-powiedziałem.
Gdy wyszła wzięłem Dorothy na ręce , zaniosłem do jej pokoju i położyłem ją na łóżku.Poszłem tylko do łazięki na chwile , potem wróciłem i w samych bokserkach położyłem się koło mojej ukochanej.Praie zasyiałem kiedy ona zaczeła nie spokoeobacać głową powtarzaąc po cichu : nie , nie , nie.
-Dorothy...Dorothy-próbowałem ją obudzić i udało mi się-To był tylko sen....tylko sen-uspokajałem ją. Nawet nie pamiętam kiedy zasneliśmy.NNastępnego dnia dziewczyna oprowadziła mnie po mieście a na koniec wpadliśmy do kilku sklepów kupiłem sobie treoche ciuchów i takich tam potrzebnych rzeczy.
_____________________Oczami Dorothy________________________
Dzień w dzień śnił mi się ten sam sen . Wierzyłam ,że to tylko głupi sen ,który kiedyś przestanie mi się śnić po nocach. Kiedyś też tak miałam ale wtedy to był ,że Martyna spycha mnie do dzieury ....długa historia. W każdym razie już naprawde nie wiedziałam co mam robić ale postanowiłam ,że musze dać sobie rade z tym. Zbliżał się Nowy Rok i postanowiliśmy wracać do LA między innymi dlatego ,że obiecałam Ann ,że spędzimyrazem sylwestra . Tak więc szykowała się ipreza :D. Zarezerwowaliśmy bilety na 28 grudnia. Przez te kilka dni ,które zostały nam do tego czasu zapoznawałam mojego boyfrienda z moimi znajomymi , na a było ich troche. Wkońcu nadszedł upragniony dzień powrotu do Stanów. Cieszyłam się bardzo.Lot jak zwykle aż się doczekałam . Wyszłam na ulice tego mojego pięknego miasta. Tęskniłam za nim to trzeba przyznać. W Polsce jest też pięknie ale to nie to smo, to nie tam jest ten mój prawdziwy dom tylko tu w USA i to do tego nwłaśnie miejsca chce się wracać. Babcia i dziadek musieli coś załatwić a my postanowilśmy się przejść spacerkie dodomu. Po drodz była kwiaciarnia, chłopak kupił mi czerwoną róże i pocałował w ust. Byłam przeszczęśliwa ,że mam takiego chłopaka. Kontem oka podczas pocałunku zobaczyłam błyski fleszy. Odróciłam się tam . "Stado" Beliebers i paparazzich biegło na nas. Zaczeliśmy uciekać biegnąc przed siebie a oni za nami lecz zgubiliśmy ich skręcając w prawo a ludzie pobiegli prosto.Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na Justina . Oboje wybuchliśmy nie pochamowanym śmiechem. Nadal śmiejąc się naiewiadomo czemu ruszyliśmy na przejście dla pieszych. Będąc na środku otrzymałam takie ....hmmm...sama nie wiem ....."ostrzeżenie"... ,które krzyczało do mnie "SEN" . Dopiero teraz przypomniało mi się to co niby mi się śniło co noc a jednak nie pamiętałam połowy z tego gdy się budziłam. Jednak teraz to nie był sen , to była rzeczywistość. Przerażona odwróciłam głowe w strone z której miało nadjechać auto . Zdążyłam tylko krzyknąć bo działo się to wszystko bardzo szybko. Potem już tylko ten cholereny ból najmocniejszy w głowe i sygnał nadjeżdżającej karetki. Wszystko co do najmiejszego szczegółu jak w śnie.
-Czy teraz czeka mnie śmierć ????-to była moja ostatnia myśl
________________________________________________________
Wiatm was wszystkich :D Pozdrawiam Zuzie . Opowieść o dziadku,śledzenie "pewnych" ludzi, puszczanie latawca (i więcej nie będe wymieniać) . ZASZE SPOKO :D Przepraszam ,że znowu musieliście tak długo czekać na nowy rozdział. Kocham Was <3
Tagi: 15
10.07.2012 o godz. 18:37